Popatrzyłam
z poważną miną na elfa wyczekując na to co chciał mi łaskawie powiedzieć.
Rękawem sukienki lekko przetarłam oczy by Ezarel nie zobaczył, że tak bardzo
mnie zranił. Pewnie i tak już widział jak wylewałam łzy na ramieniu Nevry.
- O czym
chciałeś porozmawiać ? – Uniesionym tonem zwróciłam się do niebieskowłosego.
- Constancia
j..ja... - Widziałam że ma problem z wypowiedzeniem tego co by chciał, a ja nie
miałam zamiaru mu tego ułatwiać. – Nie patrz tak bo mi wszystko utrudniasz. – W
sumie miał rację, jeżeli usłyszę coś przykrego to nie chce żeby widział jak
płacze, odwróciła się tyłem do elfa. Czułam jak łzy mi napływają do oczu, nawet
nie zdążył wypowiedzieć nic przykrego a ja już płakałam. Moje całe ciało drżało
od tych wszystkich emocji, nie potrafiłam opanować swoich uczuć. Pierwszy raz
wpadłam w taką rozpacz. Usłyszałam ciche kroki, przez myśl przeszła mi, że elf
po prostu wyszedł, wydałam z siebie okropny jęk rozpaczy. Schowałam twarz w
dłoniach płacząc rozpaczliwe, ale poczułam dłoń na ramieniu. Moje ciało
automatycznie wzdrygnęło, gdy się obróciłam ujrzałam zmartwione oczy elfa.
-
Przepraszam Constancio. – Spojrzał na mnie ze skruchą w oczach, przez chwilę
zdawało mi się, że nad czym się waha. Nie myliłam się, objął mnie ramieniem,
przy czym pozwalając mi się wtulić w jego umięśniony tors. Płakałam jak bóbr,
wiedziałam że robię z siebie ofiarę losu i że dla niego to nic nie znaczy.
Ezarel odsuną się przy czym delikatnie łapiąc mój podbródek, dokładnie
przyglądał się moim oczom. Speszona odwróciłam wzrok, czułam się lekko
skrępowana.
- Ezarel
puść ją, wystarczająco dziś namieszałeś ! – Miko stanęła w drzwiach gromiąc
wzrokiem zielonookiego, elf odsuną się na parę kroków i czekał na dalszą
reprymendę od szefowej. Miko zbliżyła się do mnie lekko otulając mnie swym
ramieniem. Dziwne, dziś każdy mnie przytula. – Przepraszam Constancio, ale
musisz wyruszyć na miesięczną misję. – Spojrzałam z wielkim wytrzeszczem oczu
na lisice. Miałam na miesiąc wyjechać ? Czy ona do końca postradała zmysły.
- Jak to ?
Gdzie ? Kiedy ? O której ? – Pytania sam się nasuwały na język, niebieskooka
zakryła moją buzię bym dała dojść jej do słowa.
- Wyjeżdżasz
jeszcze dziś do miasta Salvadore. Wioska została napadnięta i zniszczona przez
templariuszy. Pomożecie odbudować wioskę.
- Zaraz
zaraz, pomożemy ?
- Tak,
pojedziesz na misję z głowa jednej ze straży.
- Z którym ?
– Patrzyłam na przyjaciółkę z lekką obawą. Mam nadzieję że nie ma na myśli
jego….
- Ze mną. –
A jednak to zrobiła. Odwróciłam się w stronę drzwi, o framugę opierał się Nevra
z tym swoim uwodzicielskim uśmiechem.
- Miko serio
? – Spojrzałam na nią z wyrzutem, ta jednak pozostała nieugięta.
- Przykro
mi, a poza tym dobrze ci zrobi jak odpoczniesz od niektórych osób. – Kątem oka
zerknęła na Elfa, który do tej pory stał bacznie mi się przyglądając.
-Miko uważam
że to nie jest dobry pomysł wysyłać ją razem z Nevrą. – Ezarel wyglądał na
poddenerwowanego, widziałam jak zaciska dłoń. Czy to możliwe że jest zazdrosny
? Nie, moja wyobraźnia za daleko wybiega. On widzi we mnie tylko marnego
człowieka, ale nie zmienia to faktu że od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje.
- To już
postanowione, nie ma możliwości żadnej zmiany. – Miko pożegnała się z nami i
napięcie wyszła z mojego pokoju.
- Zapowiada
się dość ciekawy miesiąc, nie sądzisz ? – Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć,
po prostu mnie zatkało . Spojrzałam na elfa, on również na mnie patrzył. Jednak
jego wzrok powędrował w inna stronę, wydawał się strasznie smutny. Chciałam już
coś powiedzieć do niebieskowłosego, ale ten kretyn Nevra złapał mnie w talii i
przyciągną do siebie. Cicho pisnęłam zamykając przy czym oczy, gdy je lekko
uchyliłam zobaczyłam smutny wzrok Ezarela, wyglądał jak zbity pies. Bez słowa
wyszedł z mojego pokoju, poczułam się winna. Bez zastanowienia odepchnęłam
wampira od siebie przy czym lekko go kopnęłam w piszczel.
- Ała !
Zwariowałaś ?! – Czarnowłosy spojrzał na mnie z oburzeniem.
- Nie waż
się nigdy więcej tego robić, a teraz wypad z mojego pokoju.
- Lubię
ostre dziewczynki. – Wampir zaczął powoli się do mnie zbliżać. Bez namysłu
uniknęłam jego ramion i lekko kopiąc go w tyłek wypchałam go z pokoju.
Zatrzasnęłam tuż za chłopakiem drzwi ciężko wzdychając.
- Zobaczysz,
przez ten miesiąc zmienisz zdanie na mój temat.
- Nie licz
na to zboku. – Krzyknęłam przez drzwi, po chwili zsunęłam się na podłogę.
Czułam się źle, dzisiejszy dzień przyprawił mi więcej bólu niż przez cały mój
żywot go doświadczyłam. Nie wiem czy wytrzymam z wampirem tak długi czas,
jednak najbardziej boli mnie to, że nie będę mogła przez miesiąc zobaczyć
Ezarela. Ja czuję, że chciał mi coś ważnego powiedzieć, ale coś go hamowało.
Tylko co. Czas jednak otrząsnąć się z tych wszystkich myśli, muszę się zabrać
za pakowanie rzeczy. Przez chwilę wahałam się czy w podróż zabrać moją kochaną Ciralkie,
jednak szybko odgoniłam od siebie jakiekolwiek wątpliwości. Gdy już byłam
gotowa i spakowana poszłam do Sali kryształów by się pożegnać z przyjaciółmi. W
pokoju zastałam Miko, Leiftana i Jamona, bez namysłu podeszłam do nich i mocno
przytuliłam. Lisica i ogr mnie puścili, jednak Leiftan nie zrobił tego co
reszta.
- Zobaczysz,
ten wyjazd dobrze ci zrobi. Tylko nie zapomnij pisać, bo my tu będziemy tęsknić
za tobą.- Cichutko szepcze mi do ucha, przy czym mocniej przysuwając mnie do
siebie. Zawsze był opiekuńczy w stosunku do mnie. Blondyn lekko pogładził mnie
po włosach po czym wypuścił z żelaznego uścisku. Odwróciłam się twarzą do
lisicy, na jej twarz wkradł się delikatny uśmiech.
- Uważaj na
siebie i pamiętaj, że możesz postraszyć go mieczem jeżeli będzie niebezpiecznie
blisko ciebie. – Przyjaciółka cicho zachichotała klepiąc mnie lekko w ramie,
dodając mi tym otuchy.
- Dobrze,
nawet nie wiecie jak będę za wami tęsknić. – Poczułam jak łzy napływają mi do
oczu, wzięłam głęboki wdech próbując odgonić potok łez.
- Constancia
uważać na siebie. – Jamon spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach, rozczulił mnie
ten widok, dlatego mocno przytuliłam olbrzyma. Pożałowałam tego, ogr użyl chyba
całej siły by odwzajemnić uścisk, nie czułam już kręgosłupa a o oddychaniu to
już nie wspomnę.
-
J..Jamon pp….puść. – Wielkolud lekko
wzdrygną by po chwili mnie puścić. Skierowałam się w stronę wyjścia, na
pożegnanie pomachałam dla całej trójki. Wychodząc na korytarz spotkałam Nevrę,
byłam jeszcze zła na niego, ale to nie zmienia faktu że przez miesiąc będę
musiało znosić jego końskie zaloty. Cicho westchnęłam i podeszłam do wampira.
-
Księżniczka gotowa na podróż ? – Z jego twarzy chyba nigdy nie schodzi uśmiech,
czasami potrafi to wyprowadzić z równowagi.
- Tak, ale
muszę jeszcze z kimś porozmawiać.
- Dobrze,
będę czekać przy altanie. – Czarnowłosy zabrał swój bagaż i ruszył w wyznaczone
miejsce. Natomiast ja poszłam nieśmiało w stronę pokoju alchemii, chciałam
przed wyjazdem porozmawiać z elfem. Może nawet wyznać mu co tak naprawdę do
niego czuję, może okazać się że żywi do mnie jakieś uczucie. A jeżeli nie, to
przez ten miesiąc zapomni w ogóle o tej rozmowie. Dobra Constancia, stoisz
przed drzwiami czas by stawić czoła swoim uczuciom.
Po ciuchu
weszłam do środka, zobaczyłam elfa odwróconego do mnie tyłem, ale nie był sam.
Ewelain stała do mnie przodem i bardzo dobrze widziała że jestem w środku, ugrr
nienawidzę jej facjaty. Widząc mnie lekko się uśmiechnęła i kontynuowała
rozmowę z niebieskowłosym.
- Ezarel
twoi rodzice pamiętają o naszym przybyciu ?
- Tak,
wczoraj wysłałem Chowańca z listem. – W jego głosie było słychać nutkę smutku.
- Wspaniale,
ceremonia zaślubin odbędzie się w czerwoną pełnie. – Elfica kontem oka zerknęła
na mnie. Jaka ceremonia? Czy oni są zaręczeni ?! Czemu ja nic nie wiedziałam ?!
Czułam że zaraz się rozkleję, ale starałam się by się nie rozpłakać. Ewelain
jednak nie wystarczył widok mojej zrozpaczonej twarzy, zbliżyła się do Ezarela
i namiętnie go pocałowała. A on… Nawet się nie opierał, wydałam z siebie ciszy
szloch po czym wybiegłam z pomieszczenia. Przez potok łez, który lał mi się z
oczu nie wiedziałam gdzie biegnę. Znając swoje szczęście było do przewidzenia
że na kogoś wpadnę. Byłam gotowa na spotkanie z twardą podłogą, ale to jednak
nie nastąpiło. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam uśmiechniętego wampira.
- Lubisz
wpadać w moje ramiona ? – Nie wytrzymałam i jeszcze gorzej się rozpłakałam,
owinęłam ręce na szyi Nevry ciągle
płacząc. Czarnowłosy bez słowa przytulił mnie mocniej przy czym delikatnie
gładził moje włosy. – Chodź do powozu, tam się uspokoisz i ochłoniesz. – Wampir
podniósł mnie w stylu panny młodej i usadowił w powozie, usiadł obok mnie i
szczelnie mnie przytulił. Czułam ciepło bijące od niego.
- Nevra ?
- Hmm ?
- Dziękuję
za wszystko. – Przysunęłam się jeszcze bliżej szarookiego, usłyszałam cichy
śmiech chłopaka po czym złożył na mojej głowie delikatnego całusa. Przytulona
do Nevry wyruszyłam w misję by myślami błądzić przy Ezarelu. Nie ważne co się
wydarzy przez ten miesiąc, dla mnie już nic nie będzie takie samo.
O cholera Ezio jest zaręczony i wkrótce bierze ślub z inna :(
OdpowiedzUsuńJak dobrze że Nerwa pocieszył smutna Costancje, mam nadzieje
że dziewczyna przez ten czas na misji zapomni o swoim żenjacym
jednostronnym uczuciu jakie żywi do elfa.