poniedziałek, 19 grudnia 2016

Rozdział 6

Zjedliśmy z Nevrą nasz podwieczorek po czym wyruszyliśmy w dalszą podróż. Do Salvadore dotarliśmy po 4 dniach wędrówki. Byłam w niemałym szoku zdając sobie sprawę, że większość podróży z wampirem spędziliśmy w milczeniu. To było do niego nie podobne, zawsze szukał wolnej chwili by móc mnie zaczepić i chwilę poflirtować. A tu proszę, prawię cała podróż w milczeniu. Jednak będę musiała z nim porozmawiać i wyjaśnić jego zachowanie. Spojrzałam na pogrążoną w zniszczeniu wioskę, jedyną formą obrony był wielkie mury i tuż przed nimi fosa pełna nieznanych mi zwierząt. Mieszkańcy byli wycieńczeni i pogrążeni w rozpaczy. Było mi ich naprawdę szkoda, ale uważam, że nasza dwójka za dużo im tu nie pomoże. Tu potrzeba całej Straży El by odbudować całą wioskę, ale nie mogliśmy ich zawieźć. Musieliśmy zrobić wszystko co w naszej mocy by im pomóc. Spojrzałam smutno na Nevrę a ten objął mnie ramieniem.
- Nie martw się, pomożemy im. – Uśmiechnął się do mnie szczerze, przyznam, że chyba wolę takiego wampira niż napalonego na wszystko co się rusza. Wtuliłam się w bok jednookiego i głośno westchnęłam.
- Wiem, ale przykro mi patrzeć na to co ich spotkało. – Spojrzałam na zdewastowany dom wyglądał okropnie, jednak po chwili z ruin wyszła starsza kobieta z wielkim wiadrem. Przyglądałam się jej uważnie jak próbuję sama napełnić wiadro wodą ze studni, nie dawała rady. Podeszłam do niej szybko i z dużym uśmiechem na twarzy przejęłam od niej te wiadro. By po chwili je napełnić i pomóc staruszce je zanieść do pozostałości z jej lokum.
- Dziękuję drogie dziecko, jak mogę ci się odwdzięczyć ? – Staruszka spojrzała na mnie z wdzięcznością wymalowaną na twarzy, jednak po chwili mimika jej twarzy się zmieniła, wyglądała na przerażoną. - TT...Ty jesteś człowiekiem ? – Staruszka znacząco odsunęła się ode mnie, poczułam się jak trędowata, ale nie miałam co się dziwić różne historię na temat ludzi krążą po Eldarey.
- Tak to prawda, ale również należę do Straży El. – Podeszłam do niej bliżej z nadzieją że kobieta nie wystraszy się mnie. – Wraz z moim towarzyszem przybyliśmy wam pomóc. – Widać było że staruszce ulżyło, wolę chyba nie wiedzieć jakie ona ma zdanie na temat ludzi.
- Kamień spadł mi z serca, jak cię zwą dziecko ?
- Constancia, a pani ?
- Kalerida, jestem rasy brownie. – Staruszka podała mi rękę by się przywitać, spojrzała mi w oczy po czym się uśmiechnęła. – Chyba nie do końca jesteś człowiekiem moja droga. – Kalerdia lekko zachichotała.
- Owszem, jestem wpół człowiekiem wpół fealinem.
- Moje drogie dziecko, jesteś kimś więcej niż zwykłym fealinem. – Kobieta uśmiechnęła się do mnie czulę, a ja zaczynałam się zastanawiać co ma na myśli. Czyżby umiała czytać w myślach ? A może potrafi rozpoznawać rasy ? Gdy już miałam spytać Kaleridę co miała na myśli ktoś staną tuż za nią ciągnąc za skrawek jej sukni.
- Babciu wracaj do środka, będzie wichura.. – Była to mała dziewczynka około 10 lat, co mnie najbardziej zdziwiło fakt, że nie posiadała nóg. Wyglądała jak duch, ale bardziej w stylu duszka z kreskówki co kiedyś oglądałam mieszkając jeszcze na ziemi. Dziewczynka spojrzała na mnie znacząco lustrując mnie od stóp do głów.
- Wnusiu to jest Constancia i jes...
- Jest człowiekiem. – Dziewczynka spojrzała na mnie poważnie. – Wyczuwam jej ludzka aurę. – Patrzyłam ze zdumieniem na dziewczynkę, Kalerida zaśmiała się cicho i przytuliła wnuczkę.
- Constancio to jest moja wnuczka Firleny, jest Sylfem.
- Sylfem ? – Stałam zdezorientowana, myślałam że to duch. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, co spowodowało że lekko wzdrygnęłam . Gdy się obróciłam ujrzałam Nevrę z tym swoim firmowym uśmieszkiem.
- Sylf jest duchem powietrza, jak również jego żywiołem. Gdy spotka na swej drodze człowieka o czystej duszy pozostaję jego tak zwanym aniołem stróżem. – Wytłumaczył mi wampir na co dwie kobiety tylko przytaknęły.
- Ale nie może nim zostać bez zgodny człowieka przy którym ma zostać. – Dopowiedziała starsza pani. – Wyglądacie na wykończonych podróżą, może macie ochotę na herbatę ?
- Z wielką chęcią, ale musimy spotkać z przywódcą tej wioski. – Spojrzałam przepraszająco na kobiety.
- Chcecie się spotkać z Ksyllio ?
- Owszem, musimy z nim ustalić jak będzie przebiegał nasz pobyt tutaj. – Firleny zaczęła latać na około mnie i wampira z wielkim entuzjazmem.
- Mogę was zaprowadzić proszę..!! – Dziewczynka złapała mnie za ramię patrząc na mnie z błagalnymi oczkami, nie potrafiłam jej odmówić więc się zgodziłam. Po chwili byliśmy przed wielkim zamkiem w stylu gotyckim, przyznam że przypominał nasze z czasów średniowiecza. Gdy stanęliśmy przed bramą drogę nam zagrodziły dwa potężne centaury.
- Stać ! W jakie sprawię przybyliście ? – Przed szereg wyszła Firelena i z wielkim uśmiechem na twarzy podeszła do stworzeń.
- Na audiencję do czarnoksiężnika. Oni są ze Straży El. – Centaury spojrzały po sobie po czym bez żadnego sprzeciwu wpuściły nas do środka. Długim korytarzem doszliśmy do dużego salonu urządzonego w stylu wiktoriańskim, przyznam że pomieszczenie przypadło mi do gustu. Na środku pokoju stał potężny stół przy którym stał dobrej postury mężczyzna o dwukolorowych oczach i włosach o białym kolorze. Jego nadzwyczajny wygląd zaintrygował mnie do tego stopnia że przez pierwsze chwilę nie mogłam oderwać od niego wzroku.
- Ksyllio zobacz ! Jednak ktoś przyjechał z pomocą ! – Mała podleciała do mężczyzny mocno go przytulając.
- Widzę Firleny, a teraz mogłabyś nas zostawić samych ? Musimy porozmawiać. – Uśmiechną się do dziewczynki lekko mierzwiąc jej włosy, sylfa bez żadnego sprzeciwu wyszła wcześniej żegnając się z nami.
- Witajcie w mojej wiosce, jak mniemam Miko was wysłała z pomocą ?
- Tak, jestem przywódcą Straży Cienia Nevra a to moja towarzyszka Constancia. – Wampir zrobił kilka kroków w stronę mężczyzny, lecz ten go wyminą stając naprzeciwko mnie. Ujął moją dłoń lekko muskając ją swymi ustawi.
- Miło mi poznać. – Jego wzrok po prosu mnie zahipnotyzował, nie potrafiłam wypowiedzieć nawet jednego słowa. – Na imię mi Ksyllio, mam nadzieję że panna Constancia zaszczyci mnie swą wizytą na dzisiejszej kolacji. – Stałam jak wryta, gdyby nie chrząknięcia Nevry to byśmy nadal tam stali wpatrując się w swe oczy.
- Przyjdziemy razem z Constancią, a teraz jak pozwolisz chcielibyśmy zobaczyć nasze lokum na czas pobytu tutaj. – Nevra stał się bardzo poważny, chyba zirytowało go zachowanie Ksyllia.
- Oczywiście, zaraz ktoś was zaprowadzi do waszych pokoi. – Czarnoksiężnik klasną dwa razy w dłonie i do pomieszczą wleciał mały chochlik. Była taka malutka że gdyby nie aura, która nad nią się unosiła bym w życiu jej nie zobaczyła. –Renesme zaprowadź naszych gości do ich pokoi. – Dziewczyna kiwnęła główką i pociągnęła mnie za place byśmy poszli za nią. Po chwili byłam już w swym tymczasowym pokoju, na szczęście mój pokój bym w najwyższej wieży a Nevry był na samym dolę czyli obejdzie się bez jego nocnych wizyty. Rzuciłam się na łóżko z myślą krótkiego odpoczynku, jednak moje myśli zostały przejęte przez Ezarela. Dalej nie docierał do mnie fakt, że chłopak żeni się z Ewelain. Było mi bardzo przykro z tego powodu, że nikt nie raczył mnie poinformować a w szczególności sam elf. Myślałam że przez ten czas bardzo się zbliżyliśmy do siebie, ale to chyba były moje urojenia. Niestety będę musiała to zaakceptować, przecież nie mogę zmusić go do kochania mnie i zostawienia swojej narzeczonej. W moich rozmyślaniach przerwała mi Cirala, wtuliła się we mnie mrucząc mi nad uchem. Pogłaskałam ją po główkach i czule się uśmiechnęłam.
- Tylko ty mi pozostałaś. - Chowaniec przekręcił głowę w bok dając mi do zrozumienia że mnie słucha. Patrząc na mojego zwierzaka wpadłam na pewien pomysł. Może wyślę wiadomość do Miko i Leiftana na pewno się ucieszą jak dostaną ode mnie jakieś wieści. Wzięłam kawałek kartki napisałam kilka słów, przyczepiłam do obróżki mojego chowańca i ostatni raz spojrzałam na nią.
- Zanieś wiadomość do Kwatery Głównej dla Miko. - Zwierzę spojrzało na mnie i kiwnięciem środkowej głowy wybiegła z pomieszczenia wyruszając w swoją misję. W oknie obserwowałam jak moja Cirala biegnie ochoczo w stronę Kwatery, zdałam sobie sprawę z faktu, że nie nadałam żadnego imienia dla mojego chowańca. To nic, jak wróci to zastanowię się nad nadającym się imieniem dla niej. Spojrzałam na wiszący zegar na ścianie orientując się że jest już późno i niedługo powinna być kolacja. Poszłam do łazienki się odświeżyć, jednak doznałam niemałego szoku gdy na szafce leżała piękna czarna suknia w stylu wiktoriańskim, a na niej mała karteczka.
****
Będzie mi niezmiernie miło gdybyś ją założyła na dzisiejszą kolację
****
Wiedziała od kogo jest ta suknia, przyznam że prezent mi się bardzo spodobał i zamierzałam z niego skorzystać. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam suknię i zrobiłam lekki makijaż. Schodząc na dół czułam się jakbym żyła w czasach średniowiecza, wszystko tu było takie staromodne a w szczególności styl ubierania się tutejszych mieszkańców. Gdy już weszłam do jadalni nikogo nie zastałam, przez chwilę myślałam że może się spóźniłam, ale patrząc na zegarek było jeszcze trochę czasu.
- Wyglądasz olśniewająco. – Czując ciepły oddech na karku lekko wzdrygnęłam, ale przyznam że to było przyjemne uczucie.