środa, 23 listopada 2016

Rozdział 4

Popatrzyłam z poważną miną na elfa wyczekując na to co chciał mi łaskawie powiedzieć. Rękawem sukienki lekko przetarłam oczy by Ezarel nie zobaczył, że tak bardzo mnie zranił. Pewnie i tak już widział jak wylewałam łzy na ramieniu Nevry.
- O czym chciałeś porozmawiać ? – Uniesionym tonem zwróciłam się do niebieskowłosego.
- Constancia j..ja... - Widziałam że ma problem z wypowiedzeniem tego co by chciał, a ja nie miałam zamiaru mu tego ułatwiać. – Nie patrz tak bo mi wszystko utrudniasz. – W sumie miał rację, jeżeli usłyszę coś przykrego to nie chce żeby widział jak płacze, odwróciła się tyłem do elfa. Czułam jak łzy mi napływają do oczu, nawet nie zdążył wypowiedzieć nic przykrego a ja już płakałam. Moje całe ciało drżało od tych wszystkich emocji, nie potrafiłam opanować swoich uczuć. Pierwszy raz wpadłam w taką rozpacz. Usłyszałam ciche kroki, przez myśl przeszła mi, że elf po prostu wyszedł, wydałam z siebie okropny jęk rozpaczy. Schowałam twarz w dłoniach płacząc rozpaczliwe, ale poczułam dłoń na ramieniu. Moje ciało automatycznie wzdrygnęło, gdy się obróciłam ujrzałam zmartwione oczy elfa.
- Przepraszam Constancio. – Spojrzał na mnie ze skruchą w oczach, przez chwilę zdawało mi się, że nad czym się waha. Nie myliłam się, objął mnie ramieniem, przy czym pozwalając mi się wtulić w jego umięśniony tors. Płakałam jak bóbr, wiedziałam że robię z siebie ofiarę losu i że dla niego to nic nie znaczy. Ezarel odsuną się przy czym delikatnie łapiąc mój podbródek, dokładnie przyglądał się moim oczom. Speszona odwróciłam wzrok, czułam się lekko skrępowana.
- Ezarel puść ją, wystarczająco dziś namieszałeś ! – Miko stanęła w drzwiach gromiąc wzrokiem zielonookiego, elf odsuną się na parę kroków i czekał na dalszą reprymendę od szefowej. Miko zbliżyła się do mnie lekko otulając mnie swym ramieniem. Dziwne, dziś każdy mnie przytula. – Przepraszam Constancio, ale musisz wyruszyć na miesięczną misję. – Spojrzałam z wielkim wytrzeszczem oczu na lisice. Miałam na miesiąc wyjechać ? Czy ona do końca postradała zmysły.
- Jak to ? Gdzie ? Kiedy ? O której ? – Pytania sam się nasuwały na język, niebieskooka zakryła moją buzię bym dała dojść jej do słowa.
- Wyjeżdżasz jeszcze dziś do miasta Salvadore. Wioska została napadnięta i zniszczona przez templariuszy. Pomożecie odbudować wioskę.
- Zaraz zaraz, pomożemy ?
- Tak, pojedziesz na misję z głowa jednej ze straży.
- Z którym ? – Patrzyłam na przyjaciółkę z lekką obawą. Mam nadzieję że nie ma na myśli jego….
- Ze mną. – A jednak to zrobiła. Odwróciłam się w stronę drzwi, o framugę opierał się Nevra z tym swoim uwodzicielskim uśmiechem.
- Miko serio ? – Spojrzałam na nią z wyrzutem, ta jednak pozostała nieugięta.
- Przykro mi, a poza tym dobrze ci zrobi jak odpoczniesz od niektórych osób. – Kątem oka zerknęła na Elfa, który do tej pory stał bacznie mi się przyglądając.
-Miko uważam że to nie jest dobry pomysł wysyłać ją razem z Nevrą. – Ezarel wyglądał na poddenerwowanego, widziałam jak zaciska dłoń. Czy to możliwe że jest zazdrosny ? Nie, moja wyobraźnia za daleko wybiega. On widzi we mnie tylko marnego człowieka, ale nie zmienia to faktu że od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje.
- To już postanowione, nie ma możliwości żadnej zmiany. – Miko pożegnała się z nami i napięcie wyszła z mojego pokoju.
- Zapowiada się dość ciekawy miesiąc, nie sądzisz ? – Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, po prostu mnie zatkało . Spojrzałam na elfa, on również na mnie patrzył. Jednak jego wzrok powędrował w inna stronę, wydawał się strasznie smutny. Chciałam już coś powiedzieć do niebieskowłosego, ale ten kretyn Nevra złapał mnie w talii i przyciągną do siebie. Cicho pisnęłam zamykając przy czym oczy, gdy je lekko uchyliłam zobaczyłam smutny wzrok Ezarela, wyglądał jak zbity pies. Bez słowa wyszedł z mojego pokoju, poczułam się winna. Bez zastanowienia odepchnęłam wampira od siebie przy czym lekko go kopnęłam w piszczel.
- Ała ! Zwariowałaś ?! – Czarnowłosy spojrzał na mnie z oburzeniem.
- Nie waż się nigdy więcej tego robić, a teraz wypad z mojego pokoju.
- Lubię ostre dziewczynki. – Wampir zaczął powoli się do mnie zbliżać. Bez namysłu uniknęłam jego ramion i lekko kopiąc go w tyłek wypchałam go z pokoju. Zatrzasnęłam tuż za chłopakiem drzwi ciężko wzdychając.
- Zobaczysz, przez ten miesiąc zmienisz zdanie na mój temat.
- Nie licz na to zboku. – Krzyknęłam przez drzwi, po chwili zsunęłam się na podłogę. Czułam się źle, dzisiejszy dzień przyprawił mi więcej bólu niż przez cały mój żywot go doświadczyłam. Nie wiem czy wytrzymam z wampirem tak długi czas, jednak najbardziej boli mnie to, że nie będę mogła przez miesiąc zobaczyć Ezarela. Ja czuję, że chciał mi coś ważnego powiedzieć, ale coś go hamowało. Tylko co. Czas jednak otrząsnąć się z tych wszystkich myśli, muszę się zabrać za pakowanie rzeczy. Przez chwilę wahałam się czy w podróż zabrać moją kochaną Ciralkie, jednak szybko odgoniłam od siebie jakiekolwiek wątpliwości. Gdy już byłam gotowa i spakowana poszłam do Sali kryształów by się pożegnać z przyjaciółmi. W pokoju zastałam Miko, Leiftana i Jamona, bez namysłu podeszłam do nich i mocno przytuliłam. Lisica i ogr mnie puścili, jednak Leiftan nie zrobił tego co reszta.
- Zobaczysz, ten wyjazd dobrze ci zrobi. Tylko nie zapomnij pisać, bo my tu będziemy tęsknić za tobą.- Cichutko szepcze mi do ucha, przy czym mocniej przysuwając mnie do siebie. Zawsze był opiekuńczy w stosunku do mnie. Blondyn lekko pogładził mnie po włosach po czym wypuścił z żelaznego uścisku. Odwróciłam się twarzą do lisicy, na jej twarz wkradł się delikatny uśmiech.
- Uważaj na siebie i pamiętaj, że możesz postraszyć go mieczem jeżeli będzie niebezpiecznie blisko ciebie. – Przyjaciółka cicho zachichotała klepiąc mnie lekko w ramie, dodając mi tym otuchy.
- Dobrze, nawet nie wiecie jak będę za wami tęsknić. – Poczułam jak łzy napływają mi do oczu, wzięłam głęboki wdech próbując odgonić potok łez.
- Constancia uważać na siebie. – Jamon spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach, rozczulił mnie ten widok, dlatego mocno przytuliłam olbrzyma. Pożałowałam tego, ogr użyl chyba całej siły by odwzajemnić uścisk, nie czułam już kręgosłupa a o oddychaniu to już nie wspomnę.
- J..Jamon  pp….puść. – Wielkolud lekko wzdrygną by po chwili mnie puścić. Skierowałam się w stronę wyjścia, na pożegnanie pomachałam dla całej trójki. Wychodząc na korytarz spotkałam Nevrę, byłam jeszcze zła na niego, ale to nie zmienia faktu że przez miesiąc będę musiało znosić jego końskie zaloty. Cicho westchnęłam i podeszłam do wampira.
- Księżniczka gotowa na podróż ? – Z jego twarzy chyba nigdy nie schodzi uśmiech, czasami potrafi to wyprowadzić z równowagi.
- Tak, ale muszę jeszcze z kimś porozmawiać.
- Dobrze, będę czekać przy altanie. – Czarnowłosy zabrał swój bagaż i ruszył w wyznaczone miejsce. Natomiast ja poszłam nieśmiało w stronę pokoju alchemii, chciałam przed wyjazdem porozmawiać z elfem. Może nawet wyznać mu co tak naprawdę do niego czuję, może okazać się że żywi do mnie jakieś uczucie. A jeżeli nie, to przez ten miesiąc zapomni w ogóle o tej rozmowie. Dobra Constancia, stoisz przed drzwiami czas by stawić czoła swoim uczuciom.
Po ciuchu weszłam do środka, zobaczyłam elfa odwróconego do mnie tyłem, ale nie był sam. Ewelain stała do mnie przodem i bardzo dobrze widziała że jestem w środku, ugrr nienawidzę jej facjaty. Widząc mnie lekko się uśmiechnęła i kontynuowała rozmowę z niebieskowłosym.
- Ezarel twoi rodzice pamiętają o naszym przybyciu ?
- Tak, wczoraj wysłałem Chowańca z listem. – W jego głosie było słychać nutkę smutku.
- Wspaniale, ceremonia zaślubin odbędzie się w czerwoną pełnie. – Elfica kontem oka zerknęła na mnie. Jaka ceremonia? Czy oni są zaręczeni ?! Czemu ja nic nie wiedziałam ?! Czułam że zaraz się rozkleję, ale starałam się by się nie rozpłakać. Ewelain jednak nie wystarczył widok mojej zrozpaczonej twarzy, zbliżyła się do Ezarela i namiętnie go pocałowała. A on… Nawet się nie opierał, wydałam z siebie ciszy szloch po czym wybiegłam z pomieszczenia. Przez potok łez, który lał mi się z oczu nie wiedziałam gdzie biegnę. Znając swoje szczęście było do przewidzenia że na kogoś wpadnę. Byłam gotowa na spotkanie z twardą podłogą, ale to jednak nie nastąpiło. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam uśmiechniętego wampira.
- Lubisz wpadać w moje ramiona ? – Nie wytrzymałam i jeszcze gorzej się rozpłakałam, owinęłam ręce na szyi Nevry  ciągle płacząc. Czarnowłosy bez słowa przytulił mnie mocniej przy czym delikatnie gładził moje włosy. – Chodź do powozu, tam się uspokoisz i ochłoniesz. – Wampir podniósł mnie w stylu panny młodej i usadowił w powozie, usiadł obok mnie i szczelnie mnie przytulił. Czułam ciepło bijące od niego.
- Nevra ?
- Hmm ?
- Dziękuję za wszystko. – Przysunęłam się jeszcze bliżej szarookiego, usłyszałam cichy śmiech chłopaka po czym złożył na mojej głowie delikatnego całusa. Przytulona do Nevry wyruszyłam w misję by myślami błądzić przy Ezarelu. Nie ważne co się wydarzy przez ten miesiąc, dla mnie już nic nie będzie takie samo.


1 komentarz:

  1. O cholera Ezio jest zaręczony i wkrótce bierze ślub z inna :(
    Jak dobrze że Nerwa pocieszył smutna Costancje, mam nadzieje
    że dziewczyna przez ten czas na misji zapomni o swoim żenjacym
    jednostronnym uczuciu jakie żywi do elfa.

    OdpowiedzUsuń