poniedziałek, 19 grudnia 2016

Rozdział 6

Zjedliśmy z Nevrą nasz podwieczorek po czym wyruszyliśmy w dalszą podróż. Do Salvadore dotarliśmy po 4 dniach wędrówki. Byłam w niemałym szoku zdając sobie sprawę, że większość podróży z wampirem spędziliśmy w milczeniu. To było do niego nie podobne, zawsze szukał wolnej chwili by móc mnie zaczepić i chwilę poflirtować. A tu proszę, prawię cała podróż w milczeniu. Jednak będę musiała z nim porozmawiać i wyjaśnić jego zachowanie. Spojrzałam na pogrążoną w zniszczeniu wioskę, jedyną formą obrony był wielkie mury i tuż przed nimi fosa pełna nieznanych mi zwierząt. Mieszkańcy byli wycieńczeni i pogrążeni w rozpaczy. Było mi ich naprawdę szkoda, ale uważam, że nasza dwójka za dużo im tu nie pomoże. Tu potrzeba całej Straży El by odbudować całą wioskę, ale nie mogliśmy ich zawieźć. Musieliśmy zrobić wszystko co w naszej mocy by im pomóc. Spojrzałam smutno na Nevrę a ten objął mnie ramieniem.
- Nie martw się, pomożemy im. – Uśmiechnął się do mnie szczerze, przyznam, że chyba wolę takiego wampira niż napalonego na wszystko co się rusza. Wtuliłam się w bok jednookiego i głośno westchnęłam.
- Wiem, ale przykro mi patrzeć na to co ich spotkało. – Spojrzałam na zdewastowany dom wyglądał okropnie, jednak po chwili z ruin wyszła starsza kobieta z wielkim wiadrem. Przyglądałam się jej uważnie jak próbuję sama napełnić wiadro wodą ze studni, nie dawała rady. Podeszłam do niej szybko i z dużym uśmiechem na twarzy przejęłam od niej te wiadro. By po chwili je napełnić i pomóc staruszce je zanieść do pozostałości z jej lokum.
- Dziękuję drogie dziecko, jak mogę ci się odwdzięczyć ? – Staruszka spojrzała na mnie z wdzięcznością wymalowaną na twarzy, jednak po chwili mimika jej twarzy się zmieniła, wyglądała na przerażoną. - TT...Ty jesteś człowiekiem ? – Staruszka znacząco odsunęła się ode mnie, poczułam się jak trędowata, ale nie miałam co się dziwić różne historię na temat ludzi krążą po Eldarey.
- Tak to prawda, ale również należę do Straży El. – Podeszłam do niej bliżej z nadzieją że kobieta nie wystraszy się mnie. – Wraz z moim towarzyszem przybyliśmy wam pomóc. – Widać było że staruszce ulżyło, wolę chyba nie wiedzieć jakie ona ma zdanie na temat ludzi.
- Kamień spadł mi z serca, jak cię zwą dziecko ?
- Constancia, a pani ?
- Kalerida, jestem rasy brownie. – Staruszka podała mi rękę by się przywitać, spojrzała mi w oczy po czym się uśmiechnęła. – Chyba nie do końca jesteś człowiekiem moja droga. – Kalerdia lekko zachichotała.
- Owszem, jestem wpół człowiekiem wpół fealinem.
- Moje drogie dziecko, jesteś kimś więcej niż zwykłym fealinem. – Kobieta uśmiechnęła się do mnie czulę, a ja zaczynałam się zastanawiać co ma na myśli. Czyżby umiała czytać w myślach ? A może potrafi rozpoznawać rasy ? Gdy już miałam spytać Kaleridę co miała na myśli ktoś staną tuż za nią ciągnąc za skrawek jej sukni.
- Babciu wracaj do środka, będzie wichura.. – Była to mała dziewczynka około 10 lat, co mnie najbardziej zdziwiło fakt, że nie posiadała nóg. Wyglądała jak duch, ale bardziej w stylu duszka z kreskówki co kiedyś oglądałam mieszkając jeszcze na ziemi. Dziewczynka spojrzała na mnie znacząco lustrując mnie od stóp do głów.
- Wnusiu to jest Constancia i jes...
- Jest człowiekiem. – Dziewczynka spojrzała na mnie poważnie. – Wyczuwam jej ludzka aurę. – Patrzyłam ze zdumieniem na dziewczynkę, Kalerida zaśmiała się cicho i przytuliła wnuczkę.
- Constancio to jest moja wnuczka Firleny, jest Sylfem.
- Sylfem ? – Stałam zdezorientowana, myślałam że to duch. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, co spowodowało że lekko wzdrygnęłam . Gdy się obróciłam ujrzałam Nevrę z tym swoim firmowym uśmieszkiem.
- Sylf jest duchem powietrza, jak również jego żywiołem. Gdy spotka na swej drodze człowieka o czystej duszy pozostaję jego tak zwanym aniołem stróżem. – Wytłumaczył mi wampir na co dwie kobiety tylko przytaknęły.
- Ale nie może nim zostać bez zgodny człowieka przy którym ma zostać. – Dopowiedziała starsza pani. – Wyglądacie na wykończonych podróżą, może macie ochotę na herbatę ?
- Z wielką chęcią, ale musimy spotkać z przywódcą tej wioski. – Spojrzałam przepraszająco na kobiety.
- Chcecie się spotkać z Ksyllio ?
- Owszem, musimy z nim ustalić jak będzie przebiegał nasz pobyt tutaj. – Firleny zaczęła latać na około mnie i wampira z wielkim entuzjazmem.
- Mogę was zaprowadzić proszę..!! – Dziewczynka złapała mnie za ramię patrząc na mnie z błagalnymi oczkami, nie potrafiłam jej odmówić więc się zgodziłam. Po chwili byliśmy przed wielkim zamkiem w stylu gotyckim, przyznam że przypominał nasze z czasów średniowiecza. Gdy stanęliśmy przed bramą drogę nam zagrodziły dwa potężne centaury.
- Stać ! W jakie sprawię przybyliście ? – Przed szereg wyszła Firelena i z wielkim uśmiechem na twarzy podeszła do stworzeń.
- Na audiencję do czarnoksiężnika. Oni są ze Straży El. – Centaury spojrzały po sobie po czym bez żadnego sprzeciwu wpuściły nas do środka. Długim korytarzem doszliśmy do dużego salonu urządzonego w stylu wiktoriańskim, przyznam że pomieszczenie przypadło mi do gustu. Na środku pokoju stał potężny stół przy którym stał dobrej postury mężczyzna o dwukolorowych oczach i włosach o białym kolorze. Jego nadzwyczajny wygląd zaintrygował mnie do tego stopnia że przez pierwsze chwilę nie mogłam oderwać od niego wzroku.
- Ksyllio zobacz ! Jednak ktoś przyjechał z pomocą ! – Mała podleciała do mężczyzny mocno go przytulając.
- Widzę Firleny, a teraz mogłabyś nas zostawić samych ? Musimy porozmawiać. – Uśmiechną się do dziewczynki lekko mierzwiąc jej włosy, sylfa bez żadnego sprzeciwu wyszła wcześniej żegnając się z nami.
- Witajcie w mojej wiosce, jak mniemam Miko was wysłała z pomocą ?
- Tak, jestem przywódcą Straży Cienia Nevra a to moja towarzyszka Constancia. – Wampir zrobił kilka kroków w stronę mężczyzny, lecz ten go wyminą stając naprzeciwko mnie. Ujął moją dłoń lekko muskając ją swymi ustawi.
- Miło mi poznać. – Jego wzrok po prosu mnie zahipnotyzował, nie potrafiłam wypowiedzieć nawet jednego słowa. – Na imię mi Ksyllio, mam nadzieję że panna Constancia zaszczyci mnie swą wizytą na dzisiejszej kolacji. – Stałam jak wryta, gdyby nie chrząknięcia Nevry to byśmy nadal tam stali wpatrując się w swe oczy.
- Przyjdziemy razem z Constancią, a teraz jak pozwolisz chcielibyśmy zobaczyć nasze lokum na czas pobytu tutaj. – Nevra stał się bardzo poważny, chyba zirytowało go zachowanie Ksyllia.
- Oczywiście, zaraz ktoś was zaprowadzi do waszych pokoi. – Czarnoksiężnik klasną dwa razy w dłonie i do pomieszczą wleciał mały chochlik. Była taka malutka że gdyby nie aura, która nad nią się unosiła bym w życiu jej nie zobaczyła. –Renesme zaprowadź naszych gości do ich pokoi. – Dziewczyna kiwnęła główką i pociągnęła mnie za place byśmy poszli za nią. Po chwili byłam już w swym tymczasowym pokoju, na szczęście mój pokój bym w najwyższej wieży a Nevry był na samym dolę czyli obejdzie się bez jego nocnych wizyty. Rzuciłam się na łóżko z myślą krótkiego odpoczynku, jednak moje myśli zostały przejęte przez Ezarela. Dalej nie docierał do mnie fakt, że chłopak żeni się z Ewelain. Było mi bardzo przykro z tego powodu, że nikt nie raczył mnie poinformować a w szczególności sam elf. Myślałam że przez ten czas bardzo się zbliżyliśmy do siebie, ale to chyba były moje urojenia. Niestety będę musiała to zaakceptować, przecież nie mogę zmusić go do kochania mnie i zostawienia swojej narzeczonej. W moich rozmyślaniach przerwała mi Cirala, wtuliła się we mnie mrucząc mi nad uchem. Pogłaskałam ją po główkach i czule się uśmiechnęłam.
- Tylko ty mi pozostałaś. - Chowaniec przekręcił głowę w bok dając mi do zrozumienia że mnie słucha. Patrząc na mojego zwierzaka wpadłam na pewien pomysł. Może wyślę wiadomość do Miko i Leiftana na pewno się ucieszą jak dostaną ode mnie jakieś wieści. Wzięłam kawałek kartki napisałam kilka słów, przyczepiłam do obróżki mojego chowańca i ostatni raz spojrzałam na nią.
- Zanieś wiadomość do Kwatery Głównej dla Miko. - Zwierzę spojrzało na mnie i kiwnięciem środkowej głowy wybiegła z pomieszczenia wyruszając w swoją misję. W oknie obserwowałam jak moja Cirala biegnie ochoczo w stronę Kwatery, zdałam sobie sprawę z faktu, że nie nadałam żadnego imienia dla mojego chowańca. To nic, jak wróci to zastanowię się nad nadającym się imieniem dla niej. Spojrzałam na wiszący zegar na ścianie orientując się że jest już późno i niedługo powinna być kolacja. Poszłam do łazienki się odświeżyć, jednak doznałam niemałego szoku gdy na szafce leżała piękna czarna suknia w stylu wiktoriańskim, a na niej mała karteczka.
****
Będzie mi niezmiernie miło gdybyś ją założyła na dzisiejszą kolację
****
Wiedziała od kogo jest ta suknia, przyznam że prezent mi się bardzo spodobał i zamierzałam z niego skorzystać. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam suknię i zrobiłam lekki makijaż. Schodząc na dół czułam się jakbym żyła w czasach średniowiecza, wszystko tu było takie staromodne a w szczególności styl ubierania się tutejszych mieszkańców. Gdy już weszłam do jadalni nikogo nie zastałam, przez chwilę myślałam że może się spóźniłam, ale patrząc na zegarek było jeszcze trochę czasu.
- Wyglądasz olśniewająco. – Czując ciepły oddech na karku lekko wzdrygnęłam, ale przyznam że to było przyjemne uczucie.




poniedziałek, 28 listopada 2016

Rozdział 5

Promienie słońca lekko muskały moją twarz, zmuszając mnie bym otworzyła oczy. Gdy to zrobiłam ujrzałam moją śpiącą ciralkie wyglądała tak słodko i niewinnie gdy śpi, ale moją uwagę przykuło coś dziwnego. Na czyich kolanach ja leżę? Obróciłam głowę ku górze i ujrzałam śpiącego wampira, po jego śnicach pod oczami mogę tylko przypuszczać że pilnował mnie przez ten cały czas. Wyglądał uroczo, można by pomyśleć że jego tanie chwyty podrywu to tylko maska którą przybiera na co dzień. W sumie każdy człowiek posiada przysłowiową gębę, którą ukazuję każdego dnia by nie ujawnić swej prawdziwej twarzy. To smutne że nie potrafimy ukazać przed innymi tym kim naprawdę jesteśmy. Może dlatego że boimy się odrzucenia bądź wyśmiania? Poczułam czyjąś dłoń na moim policzku, wampir spoglądał na mnie z czułością wymalowana na twarzy.
- Już lepiej się czujesz ? – Pierwszy raz widziałam w jego oczach taką głębie, nie mogłam oderwań od niego wzroku. Nevra widząc moje zachowanie tylko cicho się zaśmiał. – Wiem że jestem boski, ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie. – Agrrr.. Znów się przez niego zarumieniłam, szturchnęłam go lekko w ramię po czym podniosłam się do siadu.
- Nevra ?
- Hmm…
- Powiedz mi kiedy jest czerwona pełnia ?
- Och.. Czyli już wiesz. – Czarnowłosy wpadł z zakłopotanie. Dobrze wiedzieć że byłam chyba jedyną, która nie wiedziała nic o ich ślubie.
- Czyli tylko ja nic na ten temat nie wiedziałam ?! – Z tej złości zaczęłam krzyczeć czym obudziłam mojego Chowańca.
- Wiesz.. Nikt nie chciał robić ci przykrości.
- Jak to ? Chcesz mi powiedzieć że wszyscy wiedzą ? – Wampir tylko przytakną głową. – Ale skąd to wiedza?
- Constancia to widać, jak na niego patrzysz, jaka smutna chodzisz gdy jest w towarzystwie Ewelain. – Szarooki przyciągną mnie do siebie by zamknąć mnie w żelaznym uścisku.
- A czy o..on ww..wie ? – Spuściłam głowę z zażenowaniu, dalej nie pojmowałam jak to możliwe, że każdy widział i wiedział jak bardzo mi na nim zależało.
- Wie..
- Okey, czyli mogę nie wracac już to kwatery.
- Nie wygłupiaj się, to nie jest koniec świata.
- A jak ty byś się czuł gdybyś musiał codziennie patrzeć na miłość swojego życia zakochaną po uszy w kimś innym ?! – Strumień łez poleciał mi po policzku, Nevra z szybkim tempie starł mi lecące łzy po czym mnie przytulił.
- Czuję to codziennie widząc jak patrzysz na Ezarela… - Na jego twarzy zagościł smutny uśmiech, nigdy nie przypuszczałam że żywi do mnie jakieś głębsze uczucie. Było mi trochę głupio, zawsze przy mnie był gdy płakała i zawsze wysłuchał mnie do końca jak prawdziwy przyjaciel. Tylko że on nie widział w tym gestu przyjacielskiego. Tylko dlaczego powiedział mi to właśnie teraz ?
- Nevra j..ja… - Położył mi palec na ustach patrząc mi głęboko w oczy.
- Nic nie mów, wiem że potrzebujesz czasu. Ja poczekam. – Wampir powoli zaczął zbliżać się do mnie, wiedziałam do czego zmierza, ale z niewyjaśnionych przyczyn nie odtrąciłam go. Gdy dzieliły nas centymetry, coś wleciała przez otwarte okno powozu.  Odskoczyliśmy od siebie ze zdumieniem, czułam jakby serce miało mi zaraz wyskoczyć. Było to bardzo urocze stworzonko trochę podobne do białej fretki, na brzuszku miała różowe futerko, a jej piękny biały ogon był zakończony różowym sercem. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego Chowańca.
- Valuret ? Co tu robisz ?
- Znasz tego Chowańca ? – Zaczęłam drapać stworzonko za uszkiem, co widać bardzo mu się spodobała.
- Tak, należy do Ezarela.. – Widziałam w jego wyrazie twarzy małą złość.
- Ale co ona tu robi ?
- Też bym chciał to wiedzieć. – Miał na twarzy grymas, który w mgnieniu oka zmienił się w zaskoczenie. – Zobacz ma jakąś kartkę przyczepioną do ogona. – Wampir chciał sięgnąć po zauważony skrawek papieru, ale chowaniec wyskoczył do niego z zębami. Było widać po nim że był w wielkim zdumieniu w sumie ja też. Delikatnie wyciągnęłam dłoń do Valurta a ten przyglądał mi się z uwagą, gdy moja dłoń była blisko stworzona poczułam miękkie futerko. Chowaniec wtulił się we mnie pozwalając mi ściągnąć z jej ogona wiadomość. 
****
Dlaczego uciekłaś zamiast zostać i porozmawiać ze mną ?
Chciałem ci wszystko wytłumaczyć i się pożegnać.

                                                                                                  Ezarel
   ****

Ścisnęła mały skrawek kartki czując ukłucia w sercu, znów przed oczami stanęła mi sytuacja z laboratorium. Spojrzałam ze łzami w oczach na wampira, ten w ciszy przytulił się do mnie zabierając i zgniatając kartkę. Poczułam ulgę, ale wiedziałam że chowaniec nie ruszy się stąd puki nie dostanie odpowiedzi. Dlatego wyjęłam kartkę i pióro, po czym zaczęłam pisać.
****
Przecież nie musisz się przede mną tłumaczyć,
Życzę ci szczęścia.
Żegnaj..
                                                                                               Constancia
****
Zaczepiłam karteczkę na ogon Chowańca po czym spojrzałam mu głęboko w oczy. Mówią że chowańce są odzwierciedleniem duszy ich właściciela, ale te stworzenie jest bardzo spokojne, czułe i kochane. W niczym nie przypomina mi Elfa chyba, że to ja nie zdążyłam go dobrze poznać. Podrapałam Valurta po uszku i ostatni raz czulę się do niego uśmiechnęłam.
- Wracaj do swojego pana. – Spojrzał na mnie dając mi wrażenie, że rozumie co do niego powiedziałam po czym wyskoczył przez okno. Mój wzrok powędrował w stronę czarnowłosego, uśmiechnęłam się do niego szczerze by choć na chwilę się rozchmurzył. Udało mi się, chwilę później rozmawialiśmy tak jak starzy znajomi. Jednak przypomniałam sobie że szarooki nie odpowiedział na moje pytanie.
- Nevra nie powiedziałeś mi w końcu kiedy jest ta czerwona pełnia. – Na twarzy wampira znów zagościł grymas.
- Za 40 dni.
- Czyli 9 dni po naszym powrocie ? – Poczułam wielką gulę w gardle, chyba dalej nie mogę przyjąć tej wiadomości do siebie.  
- Nie pójdę na ten ślub. – Skrzyżował ręce w geście protestu co mnie bardzo rozbawiło.
- Dlaczego nie chcesz tam iść ?
- Bo on cię skrzywdził. – Moje serce na chwilę rozmiękło, to jest nawet słodkie, ale nie mogę na to pozwolić.
- Nevra, ale to jest twój przyjaciel, nie możesz olać go ze względu na mnie. – Dotknęłam jego ramienia po czym czulę się do niego uśmiechnęłam.
- Dobra pójdę, ale ty tam pójdziesz ze mną. – Na jego twarz wkradł się firmowy uśmieszek. W sumie w towarzystwie wampira ta „impreza” może wydawać się bardziej znośna.
- Dobrze, niech ci będzie. – Zbliżyłam się do chłopaka i ucałowałam jego policzek. Jego zdumiona jak i szczęśliwa mordka bardzo mnie roześmiała.

- Może zróbmy postój ? Jeszcze nic nie jedliśmy od czasu wyruszenia. – Przystałam na propozycję wampira. Wyszliśmy z powozu i udaliśmy się na przydrożną polanę. Była dość piękna pogoda, więc skorzystałam z okazji by choć na chwilę się poopalać. 

środa, 23 listopada 2016

Rozdział 4

Popatrzyłam z poważną miną na elfa wyczekując na to co chciał mi łaskawie powiedzieć. Rękawem sukienki lekko przetarłam oczy by Ezarel nie zobaczył, że tak bardzo mnie zranił. Pewnie i tak już widział jak wylewałam łzy na ramieniu Nevry.
- O czym chciałeś porozmawiać ? – Uniesionym tonem zwróciłam się do niebieskowłosego.
- Constancia j..ja... - Widziałam że ma problem z wypowiedzeniem tego co by chciał, a ja nie miałam zamiaru mu tego ułatwiać. – Nie patrz tak bo mi wszystko utrudniasz. – W sumie miał rację, jeżeli usłyszę coś przykrego to nie chce żeby widział jak płacze, odwróciła się tyłem do elfa. Czułam jak łzy mi napływają do oczu, nawet nie zdążył wypowiedzieć nic przykrego a ja już płakałam. Moje całe ciało drżało od tych wszystkich emocji, nie potrafiłam opanować swoich uczuć. Pierwszy raz wpadłam w taką rozpacz. Usłyszałam ciche kroki, przez myśl przeszła mi, że elf po prostu wyszedł, wydałam z siebie okropny jęk rozpaczy. Schowałam twarz w dłoniach płacząc rozpaczliwe, ale poczułam dłoń na ramieniu. Moje ciało automatycznie wzdrygnęło, gdy się obróciłam ujrzałam zmartwione oczy elfa.
- Przepraszam Constancio. – Spojrzał na mnie ze skruchą w oczach, przez chwilę zdawało mi się, że nad czym się waha. Nie myliłam się, objął mnie ramieniem, przy czym pozwalając mi się wtulić w jego umięśniony tors. Płakałam jak bóbr, wiedziałam że robię z siebie ofiarę losu i że dla niego to nic nie znaczy. Ezarel odsuną się przy czym delikatnie łapiąc mój podbródek, dokładnie przyglądał się moim oczom. Speszona odwróciłam wzrok, czułam się lekko skrępowana.
- Ezarel puść ją, wystarczająco dziś namieszałeś ! – Miko stanęła w drzwiach gromiąc wzrokiem zielonookiego, elf odsuną się na parę kroków i czekał na dalszą reprymendę od szefowej. Miko zbliżyła się do mnie lekko otulając mnie swym ramieniem. Dziwne, dziś każdy mnie przytula. – Przepraszam Constancio, ale musisz wyruszyć na miesięczną misję. – Spojrzałam z wielkim wytrzeszczem oczu na lisice. Miałam na miesiąc wyjechać ? Czy ona do końca postradała zmysły.
- Jak to ? Gdzie ? Kiedy ? O której ? – Pytania sam się nasuwały na język, niebieskooka zakryła moją buzię bym dała dojść jej do słowa.
- Wyjeżdżasz jeszcze dziś do miasta Salvadore. Wioska została napadnięta i zniszczona przez templariuszy. Pomożecie odbudować wioskę.
- Zaraz zaraz, pomożemy ?
- Tak, pojedziesz na misję z głowa jednej ze straży.
- Z którym ? – Patrzyłam na przyjaciółkę z lekką obawą. Mam nadzieję że nie ma na myśli jego….
- Ze mną. – A jednak to zrobiła. Odwróciłam się w stronę drzwi, o framugę opierał się Nevra z tym swoim uwodzicielskim uśmiechem.
- Miko serio ? – Spojrzałam na nią z wyrzutem, ta jednak pozostała nieugięta.
- Przykro mi, a poza tym dobrze ci zrobi jak odpoczniesz od niektórych osób. – Kątem oka zerknęła na Elfa, który do tej pory stał bacznie mi się przyglądając.
-Miko uważam że to nie jest dobry pomysł wysyłać ją razem z Nevrą. – Ezarel wyglądał na poddenerwowanego, widziałam jak zaciska dłoń. Czy to możliwe że jest zazdrosny ? Nie, moja wyobraźnia za daleko wybiega. On widzi we mnie tylko marnego człowieka, ale nie zmienia to faktu że od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje.
- To już postanowione, nie ma możliwości żadnej zmiany. – Miko pożegnała się z nami i napięcie wyszła z mojego pokoju.
- Zapowiada się dość ciekawy miesiąc, nie sądzisz ? – Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, po prostu mnie zatkało . Spojrzałam na elfa, on również na mnie patrzył. Jednak jego wzrok powędrował w inna stronę, wydawał się strasznie smutny. Chciałam już coś powiedzieć do niebieskowłosego, ale ten kretyn Nevra złapał mnie w talii i przyciągną do siebie. Cicho pisnęłam zamykając przy czym oczy, gdy je lekko uchyliłam zobaczyłam smutny wzrok Ezarela, wyglądał jak zbity pies. Bez słowa wyszedł z mojego pokoju, poczułam się winna. Bez zastanowienia odepchnęłam wampira od siebie przy czym lekko go kopnęłam w piszczel.
- Ała ! Zwariowałaś ?! – Czarnowłosy spojrzał na mnie z oburzeniem.
- Nie waż się nigdy więcej tego robić, a teraz wypad z mojego pokoju.
- Lubię ostre dziewczynki. – Wampir zaczął powoli się do mnie zbliżać. Bez namysłu uniknęłam jego ramion i lekko kopiąc go w tyłek wypchałam go z pokoju. Zatrzasnęłam tuż za chłopakiem drzwi ciężko wzdychając.
- Zobaczysz, przez ten miesiąc zmienisz zdanie na mój temat.
- Nie licz na to zboku. – Krzyknęłam przez drzwi, po chwili zsunęłam się na podłogę. Czułam się źle, dzisiejszy dzień przyprawił mi więcej bólu niż przez cały mój żywot go doświadczyłam. Nie wiem czy wytrzymam z wampirem tak długi czas, jednak najbardziej boli mnie to, że nie będę mogła przez miesiąc zobaczyć Ezarela. Ja czuję, że chciał mi coś ważnego powiedzieć, ale coś go hamowało. Tylko co. Czas jednak otrząsnąć się z tych wszystkich myśli, muszę się zabrać za pakowanie rzeczy. Przez chwilę wahałam się czy w podróż zabrać moją kochaną Ciralkie, jednak szybko odgoniłam od siebie jakiekolwiek wątpliwości. Gdy już byłam gotowa i spakowana poszłam do Sali kryształów by się pożegnać z przyjaciółmi. W pokoju zastałam Miko, Leiftana i Jamona, bez namysłu podeszłam do nich i mocno przytuliłam. Lisica i ogr mnie puścili, jednak Leiftan nie zrobił tego co reszta.
- Zobaczysz, ten wyjazd dobrze ci zrobi. Tylko nie zapomnij pisać, bo my tu będziemy tęsknić za tobą.- Cichutko szepcze mi do ucha, przy czym mocniej przysuwając mnie do siebie. Zawsze był opiekuńczy w stosunku do mnie. Blondyn lekko pogładził mnie po włosach po czym wypuścił z żelaznego uścisku. Odwróciłam się twarzą do lisicy, na jej twarz wkradł się delikatny uśmiech.
- Uważaj na siebie i pamiętaj, że możesz postraszyć go mieczem jeżeli będzie niebezpiecznie blisko ciebie. – Przyjaciółka cicho zachichotała klepiąc mnie lekko w ramie, dodając mi tym otuchy.
- Dobrze, nawet nie wiecie jak będę za wami tęsknić. – Poczułam jak łzy napływają mi do oczu, wzięłam głęboki wdech próbując odgonić potok łez.
- Constancia uważać na siebie. – Jamon spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach, rozczulił mnie ten widok, dlatego mocno przytuliłam olbrzyma. Pożałowałam tego, ogr użyl chyba całej siły by odwzajemnić uścisk, nie czułam już kręgosłupa a o oddychaniu to już nie wspomnę.
- J..Jamon  pp….puść. – Wielkolud lekko wzdrygną by po chwili mnie puścić. Skierowałam się w stronę wyjścia, na pożegnanie pomachałam dla całej trójki. Wychodząc na korytarz spotkałam Nevrę, byłam jeszcze zła na niego, ale to nie zmienia faktu że przez miesiąc będę musiało znosić jego końskie zaloty. Cicho westchnęłam i podeszłam do wampira.
- Księżniczka gotowa na podróż ? – Z jego twarzy chyba nigdy nie schodzi uśmiech, czasami potrafi to wyprowadzić z równowagi.
- Tak, ale muszę jeszcze z kimś porozmawiać.
- Dobrze, będę czekać przy altanie. – Czarnowłosy zabrał swój bagaż i ruszył w wyznaczone miejsce. Natomiast ja poszłam nieśmiało w stronę pokoju alchemii, chciałam przed wyjazdem porozmawiać z elfem. Może nawet wyznać mu co tak naprawdę do niego czuję, może okazać się że żywi do mnie jakieś uczucie. A jeżeli nie, to przez ten miesiąc zapomni w ogóle o tej rozmowie. Dobra Constancia, stoisz przed drzwiami czas by stawić czoła swoim uczuciom.
Po ciuchu weszłam do środka, zobaczyłam elfa odwróconego do mnie tyłem, ale nie był sam. Ewelain stała do mnie przodem i bardzo dobrze widziała że jestem w środku, ugrr nienawidzę jej facjaty. Widząc mnie lekko się uśmiechnęła i kontynuowała rozmowę z niebieskowłosym.
- Ezarel twoi rodzice pamiętają o naszym przybyciu ?
- Tak, wczoraj wysłałem Chowańca z listem. – W jego głosie było słychać nutkę smutku.
- Wspaniale, ceremonia zaślubin odbędzie się w czerwoną pełnie. – Elfica kontem oka zerknęła na mnie. Jaka ceremonia? Czy oni są zaręczeni ?! Czemu ja nic nie wiedziałam ?! Czułam że zaraz się rozkleję, ale starałam się by się nie rozpłakać. Ewelain jednak nie wystarczył widok mojej zrozpaczonej twarzy, zbliżyła się do Ezarela i namiętnie go pocałowała. A on… Nawet się nie opierał, wydałam z siebie ciszy szloch po czym wybiegłam z pomieszczenia. Przez potok łez, który lał mi się z oczu nie wiedziałam gdzie biegnę. Znając swoje szczęście było do przewidzenia że na kogoś wpadnę. Byłam gotowa na spotkanie z twardą podłogą, ale to jednak nie nastąpiło. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam uśmiechniętego wampira.
- Lubisz wpadać w moje ramiona ? – Nie wytrzymałam i jeszcze gorzej się rozpłakałam, owinęłam ręce na szyi Nevry  ciągle płacząc. Czarnowłosy bez słowa przytulił mnie mocniej przy czym delikatnie gładził moje włosy. – Chodź do powozu, tam się uspokoisz i ochłoniesz. – Wampir podniósł mnie w stylu panny młodej i usadowił w powozie, usiadł obok mnie i szczelnie mnie przytulił. Czułam ciepło bijące od niego.
- Nevra ?
- Hmm ?
- Dziękuję za wszystko. – Przysunęłam się jeszcze bliżej szarookiego, usłyszałam cichy śmiech chłopaka po czym złożył na mojej głowie delikatnego całusa. Przytulona do Nevry wyruszyłam w misję by myślami błądzić przy Ezarelu. Nie ważne co się wydarzy przez ten miesiąc, dla mnie już nic nie będzie takie samo.


Rozdział 3

Rano przebudziłam się koło godziny 9. Słońce muskało moją delikatna twarz. O dziwo nie byłam zmęczona wczorajszą imprezą, wręcz tryskałam energią. W błyskawicznym tempie wzięłam prysznic po czym się przebrałam. Dzisiaj miałam dzień wolny, ale coś mnie ciągnęło do pokoju alchemii. Lekko zapukałam i weszłam bez szelestnie do pomieszczenia. Elfa dostrzegłam na fotelu trzymającego się kurczowo za głowę, spojrzał na mnie z dość zaskoczoną miną.
- Czy ja nie mogę w spokoju napawać się dniem wolnym od ciebie ?
- Przyszłam zobaczyć jak się czujesz. - Byłam lekko zdenerwowana, nawet nie wiem, w którym momencie zaczęłam się nerwowo bawić kosmykiem włosów.
- A nie widać, choć byłoby lepiej gdybyś już wyszła bo psujesz mi powietrze. - Ała, lepiej nie rozmawiać z elfem jak ma kaca. Wyszłam z pokoju i kierowałam się do spiżarni. Wynalazłam pojemnik z korą wierzby, zrobiłam z niej gorący napar, również zrobiłam kilka kanapek z miodem. Weszłam do pokoju alchemii, Ezarel nadal siedział a ja bez słowa położyłam przed nim tace z gorącym napojem i kanapkami, po czym przysiadłam się obok elfa.
- Co to ? - Spytał z niedowierzaniem niebieskowłosy.
- Napar z kory wierzby, działa jak aspiryna. - Uśmiechnęłam się łagodnie do zielonookiego.
- Aspiryna? Czy to rodzaj jakiejś trucizny ? - Patrzył na mnie z podejrzliwym wzrokiem, czym bardzo mnie rozbawił.
- W moim świecie aspiryna pomaga na ból głowy spowodowany kacem.
- Co to jest kac ? - Jego zdziwiona mina przyprawiła mnie o cichy chichot.
- Kacem nazywamy stan po upojeniu alkoholowym, nudności, wymioty, ból głowy, nadwrażliwość na światło i dźwięk.
- Czyli że mam kaca ?
- Tak. - Mimowolnie się uśmiechnęłam do elfa, a ten z zawahaniem sięgną po gorącą szklankę i kanapkę z miodem. Gdy Ezarel spałaszował cały talerz kanapek spojrzał na mnie uśmiechając się, nie pozostałam mu dłużna obdarowując go równie szczerym uśmiechem.
- Skąd tyle wiesz na temat roślinności i ich właściwościach ?
- Od dziecka interesował mnie świat roślin, dlatego poszłam w kierunku architektury krajobrazu. - Ezarel spojrzał na mnie niemrawo z dziwnym grymasem na twarzy.
- Czego ? - Mimowolnie się zaśmiałam, chyba czeka mnie dziś dzień śmiechu.
- Architekt Krajobrazu zajmuję się projektowaniem i pielęgnacją zieleni, dlatego tyle wiem na ten temat. - Czułam się jakbym tłumaczyła oczywiste rzeczy dla małego dziecka. Zielonooki przekrzywił głowę i uniósł jedna brew jakby to miało mu pomóc w myśleniu. Nagle na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech, pośpiesznie podszedł do regału z dużą ilością małych słoiczków i przyniósł mi jeden z nich.
- Skoro taka wyuczona jesteś, to powiedz co to jest ? - Wzięłam słoiczek i zerknęłam do środka by rozpoznać zawartość, bez żadnych problemów rozpoznała roślinę, biedny Ezarel nie będzie miał tym razem satysfakcji z mojej nie wiedzy.
- Vinca mimor. - Jego uśmiech szybko zszedł z twarzy, a zagościło zdumienie wymieszane ze złością.
- Ale skąd ty znasz ten język ?! - Niebieskowłosy wymachiwał rękoma z oburzeniem, przyznam wyglądało to zabawnie.
- W moim świecie nazwy rośli piszę się i mówi po łacinie, po polsku jest to barwinek pospolity.
- Dziwne... jednak zostały jakies więzi między naszymi światami. - Ezarel zabrał mi słoiczek i odstawił na miejsce, przyglądał mi się uważnie co mnie trochę krępowało.
- Powedz...
- Hmm ?
- Co ci się wczoraj stało ? W sensie że dostałaś takiego napadu.. - Znów przeszył mnie wzrokiem jakby próbował czytać mi w myślach. - Nie żeby mnie to obchodziło.
- Gdy się zezłościłam na ciebie poczułam mrowienie na palcach, a gdy na nie spojrzałam zobaczyłam czarne pazury, przestraszyłam się i nie wiedziałam co się dzieję. - Ezarel wybuchł gromkim śmiechem co wprawiło mnie w osłupienie połączone ze wściekłością.
- Pada ci już na mózg, a czekaj . Z tobą zawsze było coś nie tak. - Elf stał śmiejąc się ze mnie, a ja czułam jak do moich oczy napływa potok łez, ale to nie był najlepszy moment żeby się popłakać, miałby ze mnie większy ubaw.
- Ah tak ?! Gdyby nie ta dziwaczka byś wczoraj spał na stole w spiżarni ! Nawet nie podziękowałeś za zaprowadzenie do pokoju i położenie spać! - Wycedziłam przez zęby, ten arogancki zgred nigdy się nie zmieni. Spojrzałam w jego zielone oczy, spoglądał na mnie z niemałym zdziwienie.
- Ty... Co wczoraj zrobiłaś ? - Mogłam mu tego nie mówić, teraz dostanę reprymendę za dotykanie jego.
- J..ja.. - Moja twarz przybrała kolor dorodnej maliny, przejechałam palcami po wargach na myśl o wczorajszym buziaku. Ezarel patrzył na mnie skołowany, jednak po chwili spojrzał na mój ruch opuszków palców wykonywany na wargach. Źrenice niebieskowłosego były do granic możliwości rozszerzone, nie wiedziałam co mam o tym myśleć. A może on jednak pamięta co ja zrobiłam ? Może to jest ta chwila by mu powiedzieć co czuję ? Raz kozi śmierć, złapałam nieśmiało elfa za rękę. Jednak on ją wyszarpną i zwielkim hukiem wyszedł z pomieszczenia. Cz...Czy on właśnie mnie tu zostawił ?Łzy mimowolnie spłynęły mi po policzku, nie miałam zamiaru czekać na łaskawy powrót zielonookiego. Wybiegłam z laboratorium i pędziłam ze łzami w oczach do swojego pokoju, tylko tam mogłam dać upust swoim emocjom. Wbiegłam trzaskając drzwiami, bez namysłu zakluczyłam je i opadłam bezwładnie na łóżko. Elf dał mi jasno do zrozumienia że nic dla niego nie znaczę, czemu ja się łudziłam że ten kretyn może coś do mnie poczuć. Od początku okazywał wobec mnie niechęć, a głupia ja myślałam że coś może być między nami. Leżałam tak już parę godzin, co chwilę ktoś pukał do drzwi z prośbą bym otworzyła je, wyszła i wytłumaczyła co się stało. Jednak nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, chciałam pozostać w swoim stanie już do końca. Mijamy kolejne godziny a ja wciąż leżałam bezwładnie na łóżku myśląc o elfie, może nie powinnam była go dotykać. Przecież od kąt pamiętam był panem niedotykalskim. Nagle usłyszałam dziwny huk, przerażona spojrzałam na drzwi mojego pokoju. Po chwili huk się powtórzył a moje drzwi się otworzyły, stała w nich
Miko z wielkim płomieniem wydobywający się z klatki którą trzymała na swej lasce. Mimowolnie usiadłam na krawędzi łóżka nie wiedząc co mam o tym sądzić.
- Coś ty zrobiła z moim drzwiami ?!
- Nie raczyłaś mi otworzyć to musiałam jakoś sobie sama poradzić. - Lisica patrzyła na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Ale żeby drzwi mi wyłamywać ? - Czarnowłosa wygasiła ogień powoli zbliżając się do mnie, przysiadła obok mnie i lekko przytuliła.
- Constancio powiedz co się stało? - Spojrzała na mnie zmartwiona, nie mogłam dłużej dusić tego w sobie. Przytuliłam się mocniej do dziewczyny i ze łzami w oczach opowiedziałam jej co się stało. Miko wysłuchała całej opowieści o tym jak pijanego Ezarela zaprowadziłam do pokoju po czym go pocałowałam i o dzisiejszym zajściu w pokoju alchemii.
- Constancia ja ci mówiłam że on jest taki gburowaty, do niego trzeba małymi kroczkami się zbliżać. - Lekko pogłaskała mnie po włosach, bardzo pomogło mi zwierzenie się lisicy. Poczułam się o wiele lepiej.
- Może masz rację, ale nadal nie rozumiem dlaczego ma do mnie taki dystans. A z Ewelain rozmawia bez żadnych krępacji i zgrzytów. - Nagle Miko zrobiła się strasznie zmieszana. Czy ona coś przede mną ukrywa ?
- Może chodź się przejdziemy do stołówki coś zjeść ? - Zrobiła sztuczny uśmiech, czyli jednak coś wie i nie chce mi powiedzieć.
- Miko ty coś przede mną ukrywasz. - Zrobiłam naburmuszoną minę, lecz to nie podziałała na czarnowłosą. Lekko prychnęła łapiąc mnie za nadgarstek. Pociągnęła mnie w stronę spiżarni, westchnęłam ciężko bo nie miałam ochoty nikogo widzieć.
- Nie mogę nic ci powiedzieć,on sam musi ci to wyznać.
- Ale co wyznać ? - Miko spuściła głowę ze smutkiem, jednak spojrzała na mnie lekko się uśmiechając po czym pociągnęła mnie w stronę spiżarni. Przy samym wejściu zauważyłam rozmawiającego Ezarela z Ewelain, elf nawet na mnie nie spojrzał. Bardzo mnie zabolało jego zachowanie, natomiast elfka zgromiła mnie swym wściekłym wzrokiem. Dobrze że lisica wepchała mnie do środka bo bym pewnie stała tam przy nich zamurowana.
- Miko, Constancia chodzicie tu do nas. - Zawołał wesoło Valkyon. Bez namysłu dosieliśmy się do białowłosego. Miko zaczęła z nim dyskusję a ja nie potrafiłam się na niczym skupić. Do spiżarni weszła zadowolona Ewelain, od razu przysiadła się do Ykhar.
- Witaj Ykhar jak ci miną dzień ?
- Zalatany, ale nie najgorzej. A jak tobie ? - Spytała uśmiechnięta od ucha do ucha brownie.
- Wiesz umówiła się dziś z Ezarelem. - Nie wiem czy specjalnie powiedziała to głośniej, ale fakt faktem zdenerwowała mnie ta informacja. Szybko odsunęłam krzesło i wyszłam bez pożegnania się z kimkolwiek. Wybiegając usłyszałam czyiś śmiech, mogę jedynie przypuszczać że to była elfka. Zapłakana wybiegłam na hol główny przy okazji wpadając na kogoś.
- Może byś uwa.. Constancia ty płaczesz ? - Ujrzałam przed sobą sprawce moich łez, nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Gwałtownie się obróciła i chciałam pobiec w stronę swojego pokoju, ale niebieskowłosy złapał mnie za nadgarstek.
- Poczekaj ! Powiedz co się stało. - Na jego twarzy malowało się zmartwienie, ale i tak wiedziałam że on woli Ewelian.
- Puść mnie ! Jesteś ostatnią osobą dla której bym opowiedziała o swoich problemach! - Elf nie chciał mnie puścić, patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. - W szczególności że to ty jesteś tym problemem! - Ezarel patrzył na mnie z otwartą buzią, wykorzystałam moment i wyszarpnęłam się z jego uścisku. Od razu pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko a potok łez sam wypływał z mych oczu. Po chwili usłyszałam delikatne pukanie do mojego pokoju.
- Może chcesz porozmawiać ? - W drzwiach stał lekko smutny Nevra, nie wiedziałam czy to dobry pomysł zwierzać się właśnie jemu. Podszedł do mnie przy czym obejmując mnie swym żelaznym uściskiem. Momentalnie się popłakałam.
- Ciiissss... nie płacz, wszystko słyszałem. - Wampir zaczął mnie lekko kołysać na boki przy czym lekko gładząc moje włosy. - Wszystko będzie dobrze, jestem tu przy tobie. - W ramionach Nevry trochę się uspokoiłam, spojrzałam na jego koszulkę była cała mokra.
- J...ja przepraszam za koszulkę.. - Pociągnęłam lekko nosem.
- Nic się nie stało, na razie jesteś ważniejsza niż tam jakaś koszulka. - Przytulił mnie mocniej do siebie. Miałam dziwne wrażenie jakby ktoś nas obserwował, spojrzałam w stronę wejścia, nie myliłam się. W drzwiach stał Ezarel bacznie się nam przyglądając.
- Ezarel ? - Patrzyłam na niego zdziwiona, a wampir wypuścił mnie z objęć czekając na mój dalszy ruch.

- Czy możemy porozmawiać na osobności ? - Jego głos był dość dziwny. Spojrzałam porozumiewawczo na czarnowłosego, a ten kiwną głową i wyszedł z pomieszczenie. Elf stał patrząc na mnie, między nami nastała głucha cisza, którą z każdą chwilą było coraz ciężej przerwać.

Rozdział 2

*Szepcze*Ała! Postradałaś zmysły ?! – Lisica stała patrząc na mnie z chęcią mordu.
-*Szepcze*Nie trzeba było mnie tak straszyć, chcesz żebym na zawał padła ?
-*Szepcze*Próbuję uchronić cię przed głupstwami.
-*Szepcze* Przecież nic złego nie robię. – Miko spojrzała na mnie krytycznie po czym skrzyżowała ręce pod biustem.
- A kogo mu tu mamy, czyżbyś nie mogła obejść się beze mnie ? – Tuż za mną stał wampir ze swoim uwodzicielskim spojrzeniem.
- Podsłuchiwała nas, wszyscy ludzie są tacy sami. – Z oburzeniem stwierdził elf patrząc na mnie z pogardą. Spuściłam głowę ze smutku, wiedziałam że ma niepochlebne zdanie na temat rasy ludzkiej, ale miałam cicha nadzieję że mnie już przestał porównywać do całej reszty. Jednak moje stwierdzenie jest bardzo mylące.
-Ezarel jakbyś nie zauważył spokojnie rozmawiałyśmy, nie interesują nas twoje problemy życiowe. – Lisica bez mrugnięcia okiem zapewniła mi alibi, dzięki czemu niebieskowłosy nie mógł kontynuować szykanowania mojej osoby. Jednak można było dosłyszeć ciche narzekanie zielonookiego. Cieszę się, że mam w Miko przyjaciela, zawsze mnie wspiera i wie co powiedzieć by wyrwać mnie z dołka.
- To dlaczego szeptałyście ? – Agrrr, powinnam zakneblować Nevre śmierdzącą skarpetą by nie zadawał zbędnych pytań, tak jak się spodziewałam elf nagle się ożywił.
- No właśnie, o czym tak szeptałyście ?
- Nie bądźcie tacy wścibscy, mam prawo mieć sekrety z Constancią a wam nic do tego.
- Sekrety ? – Oczy wampira zaiskrzyła a na twarzy wkradł się uśmiech szaleńca. Czasami mam wrażenie że Nevra ma problem w rozumieniu co poniektórych zdań.
- Dobra dosyć tej dyskusji, co powiecie na wypad na coś mocniejszego do stołówki ? – Widać Ezarela znudziła dalsza sprzeczka z nami, ale w sumie wyjście z nimi może dobrze wpłynąć na moje relację z niebieskowłosym. – Co ty na to Miko ? Pójdziemy razem z Nevrą się napić i pogadać wspólnie.
- A ja ? – Byłam zła na elfa, że specjalnie mnie pominą. Często jego uwagi i żarty były na poziomie dziecka, a on sam nigdy nie widział granic śmieszkowania.
- Tak jak wcześniej wspomniałem, Miko i Nevra. – Jego złośliwy uśmieszek zaraz zejdzie mu z twarzyczki, niech ja tylko go dorwę. Złość ogarniała całe moje ciało, czułam ogromny przypływ ciepła i mrowienie w palcach.
- Constancia ? – Niebieskooka spojrzała na mnie z przejęciem, ale nie obchodziło mnie to. Miałam tylko ochotę utrzeć nosa temu gburowi od siedmiu boleści. Kątem oka zerknęłam na swoje palce, co przyprawiło mnie o lekki strach, zamiast paznokci miałam ogromne czarne pazury. Pod wpływem przerażenia padłam na ziemię, nie potrafiłam się opanować. Ezarel kucną tuż przy mnie ze strachem wymalowanym na twarzy.
- Co się stało ? – Elf złapał mnie z dłoń próbują mnie w ten sposób uspokoić.
- J...Ja ma...mam paz...ury. – Nie potrafiłam opanować swego głosu, cała drżałam z niepokoju.
- Co ty wygadujesz ? Zobacz twoje dłonie są normalne. – Spojrzałam na ręce lekko zdziwiona i trochę zawstydzona, niebieskowłosy nadal trzymał mnie za dłoń gładząc jej wierzch. Nie pamiętam kiedy ostatnio to on sam mnie dotkną przy czym będąc przy mnie tak blisko. Jego zielone oczy przeszywały mnie na wylot, czułam się jak w transie z którego nie chciałam być wybudzona.
- Ehem.. – Chrząknięcie Miko dopiero wybudziło nas z tego stanu, elf pomógł mi wstać. Zauważyłam, że oboje mieliśmy rumieńce z zawstydzenia, lisica jak i wampir przyglądali się to mi to elfowi z zaciekawieniem, lecz żaden z nich nie skomentował tego co się właśnie wydarzyło.
- Tooo może w końcu pójdziemy na tą stołówkę ? – Krępującą ciszę przerwał Nevra ratując cała tą sytuację. Wszyscy przytaknęliśmy i szybszym tempem ruszyliśmy w stronę stołówki po drodze nie zamieniając ze sobą nawet jednego słowa. Gdy już dotarliśmy na miejsce rozsiedliśmy się przy stole, w tym czasie Karuto przyniósł mi i Miko soki a dla chłopaków piwa. Siedzieliśmy już z godzinę przy stole a nasze grono się powiększało, co mnie zdziwiło bo nawet Leiftan przyszedł z nami wypić. Nie znałam przyjaciela z takiej strony, ale przyznam że miło patrzeć jak wszyscy się integrujemy przy alkoholu.
- Constancia dlaczego pijesz tylko sok ? - Aleja jak i Karenn patrzyły na mnie z niecierpliwością czekając na odpowiedź.
- Nie lubię alkoholu. – Stwierdziłam krótko po czym upiłam łyk soku.
- Ale nie próbowałaś alkoholu z na naszego świata. – Do rozmowy dołączyła Ewelain, z czego nie byłam zbytnio szczęśliwa.
- Dziewczyny uszanujcie jej decyzję. – Uratowana przez Valkyona, nie często z nim rozmawiam, ale wiem, że zawsze mogę na nim polegać. Uśmiechnęłam się promiennie do złotookiego, przy czym nie został mi dłużny odwdzięczając się równie pięknym uśmiechem.
- Valky jesteś czasami sztywny. – Jednym zdaniem określiła go Ykhar, wszyscy patrzyli ze zdumieniem na rudowłosą. – No co ? Każdy czasem musi zluzować.- Teraz to już wszyscy patrzyli z wytrzeszczem w oczach, nie sądziłam, że jest taka wygadana pod wpływem alkoholu. Kątem oka zerknęłam na niebieskowłosego, byłam dość zdziwiona widząc jak głęboko mi się przypatruje popijając piwo. Nie zaprzestał swojej czynności nawet gdy ja również mu się przypatrywałam. Miałam wrażenie jakby próbował w ten sposób odczytać moje myśli, bądź ukradkiem wślizgnąć się do mej duszy by móc nią zawładnąć. Przyznam że prawie by mu się to udało, gdyby nie wampir który lekko go szturchnął w bok by ten się ockną z rozmyślań. Resztę wieczoru spędziliśmy w sielankowym nastroju, do momentu gdy chłopcy napili się do nieprzytomności. Nie mogłyśmy tak po prostu ich tam zostawić dlatego postanowiłyśmy pozanosić ich po pokoi.
- To ja zajmę się Ezarelem. – Z wielkim uśmiechem wyrywała się Ewelain, miałam ochotę coś jej odpowiedzieć, ale się opanowałam.
- Zrobimy tak, Ykhar i Aleja zaniosą Nevre do pokoju, Jamon zaniesie Valkyona, Ewelain i ja zaniesiemy Leiftana, a Constancia zaprowadzi Ezarela. Dasz sobie rade ? – Ukradkiem zobaczyłam jak Miko puszcza mi oczko, bardzo dobrze wiedziała jak to ukartować. Bez namysłu kiwnęłam głowa, widziałam że dla elficy nie przypadł do gustu podział zadań, ale nie chciała sprzeciwiać się dla przełożonej z czego ja byłam bardzo szczęśliwa. Wszyscy dawno wzięli się do roboty przez co zostałam tylko ja ze śpiącym Ezarelem, nie zwlekając długo wzięłam go pod ramię i objęłam w pasie, powolnym krokiem zbliżaliśmy się do jego pokoju. Gdy już weszłam do pokoju delikatnie ułożyłam elfa na łóżku i zaczęłam rozbierać go do snu, w momencie gdy zdejmowałam mu koszulę na chwilę otworzył oczy.
- Nnnie dtotykjaj mje. – Nawet będąc totalnie pijany próbował trzymać mnie na dystans.
- Ezarel jesteś pijany i nie pójdziesz spać w ubraniach. – Na jego ustach zagościł niewinny uśmiech, nie był to ani ironiczny ani sarkastyczny uśmiech, tylko szczery uśmiech który widziałam pierwszy raz w życiu.
- Diobzsie, aaalee bądźźź dłelikatna. – Byłam dość zszokowana jego słowami, widać te mocne trunki Karuto trochę mu zaszumiały w głowie. Gdy już skończyłam rozbierać zielonookiego przykryłam go kocem, lekko strząsnęłam niesforny kosmyk z twarzy Ezarela, gdy spał był taki niewinny i przystojny. Odwróciłam się by wyjść z pokoju elfa, ale coś mnie zatrzymało, była to ręka chłopaka na moim nadgarstku. Poczułam lekkie mrowienie, to kolejny raz dzisiaj gdy dotyka mnie z własnej woli.
- Co się stało Ezarel ? – Przykucnęłam przy jego łóżku spoglądając na niego, nadal trzymał moją rękę dzięki czemu czułam niewyobrażalne szczęście.
- Dziękuję. – Tylko to wybełkotał, znając życie jutro niczego nie będzie pamiętać, a skoro tak to mogę to wykorzystać. Przybliżyłam się i lekko musnęłam jego usta, były takie ciepłe i wilgotne. Skradłam buziaka dla mojego ukochanego, a na jego twarzy znów pojawił się szczery uśmiech.
- Dobranoc. – Szepnęłam elfowi na ucho po czym wyszłam i skierowałam się do swojego pokoju. Leżałam na łóżku myśląc o Ezarelu, to był jeden z lepszych dni. Przejechałam palcami po ustach przypominając sobie tą piękną chwilę. Przekręciłam się na bok i zasnęłam myśląc o cudownym buziaku skradzionym zielonookiemu.

Rozdział 1

Leżałam rozmyślając nad całą egzystencją tego świata, nie czułam potrzeby wstawania dzisiaj z łóżka. Jednak wiedziałam że mój kochany Ciralak nie da mi długo poleżeć, więc sama postanowiłam ruszyć się by wykonać poranną toaletę. Podczas rozczesywania włosów rozmyślałam jakie dziś okrutne zadania da mi mój „kochany" lider. Chyba zapomniałam wspomnieć że należę do Straży Absyntu i chyba nie muszę wspominać kto jest liderem tej Straży, z jednej strony byłam z tego powodu szczęśliwa bo mogłam spędzać z Ezarelem więcej czasu ale. Właśnie zawsze jest jakieś ale, tym szczególnym problemem była Ewelain, która pewnie jak zwykle przyjdzie do niebieskowłosego by z nim chwilę porozmawiać. Nienawidziłam takich momentów, czułam się wtedy jak powietrze nikt nie zwracał na mnie uwagi, a wręcz byłam niepożądanym gościem w takich sytuacjach. Ehh.. Dość tego rozmyślania. Podeszłam wolnym krokiem do lustra by ocenić swój wygląd zewnętrzny, przyznam nie było najgorzej. Moje długie brąz włosy sięgały mi do bioder, byłam dość zdziwiona dobrym stanem ich po tak długim braku odżywki, może to te tutejsze kosmetyki tak podziałały na nie ale fakt faktem że nie miałam najmniejszego powodu by narzekać na ich wygląd. Nie mogłam powiedzieć tego samego o swych oczach ich dość niespotykany kolor bardzo mnie irytowałam, przez co byłam nie raz wytykana na ulicy. W tym świecie wrzosowy odcień oczu również był rzadkością nie mniej jednak przestałam na to zwracać uwagę, dziwniejsze stworzenia widzę tu na co dzień dzięki czemu nie czułam się wyobcowana.

Po przebraniu się w czarną zwiewną sukienkę skierowałam swe kroki do wyjścia, w momencie gdy chwyciłam za klamkę w tym samym czasie ktoś zapukał do moich drzwi. Korzystając z okazji otworzyłam je natychmiast, stał w nich mój dobry przyjaciel, który od początku mojego pobytu zawsze był po mojej stronie. Jego zielone oczy potrafiły prześwietlić mnie na wylot, zawsze wiedział gdy coś mnie trapi, nie raz przyprawiając mnie o lekkie zakłopotanie. Magia w nich zawarta nie dawała mi się skupić na otaczającym mnie świecie. Jego blond włosy były bardzo piękne, jednak to jego czarna grzywka dodawała mu najwięcej uroku.
- Witaj Constancio, jak ci się spało ? - Jego melodyjny głos wybudził mnie z rozmyślań, powodując na mojej twarzy lekkie rumieńce.
- Witaj Leiftan, wyśmienicie. Wybierasz się może na śniadanie ?
- Właśnie miałem zadać ci to samo pytanie. - Zielonooki lekko zachichotał po czym wyciągną dłoń w moim kierunku, bez namysłu chwyciłam ją by po chwili ruszyć z przyjacielem w stronę stołówki. Wchodząc do środka nie dało się nie zauważyć roześmianych twarzy Ezarela i Ewelain, poczułam lekkie ukłucie w klatce piersiowej, jednak starałam się ukrywać moje emocję. O tym co czuję do elfa wiedział tylko Leiftan i Miko, z lisicą miałam wiele kłótni i zgrzytów ale po przegadaniu razem paru godzin stwierdziłyśmy że mamy wiele wspólnego ze sobą. Nasza przyjaźń zaczęła się dość dziwnie ale przyznam że nie mogłam wymarzyć sobie lepszych przyjaciół. Mój towarzysz lekko szturchną mnie w ramie bym się skupiła na rzeczywistości, wskazał kątem oka by się przysiąść do rozbawionej dwójki. Pokręciłam przecząco głową, nie miałam najmniejszej ochoty być od rana olewaną przez Ezarela. W sumie to sama nie wiem co w nim widziałam, czy to te przepiękne zielone oczy w których czułam że się rozpływam czy to jego styl bycia mnie tak pociągał. Z moich rozmyślań wyrwała mnie szturchająca Ykhar, miała dość dziwną minę.
- Constancia czy wszystko z tobą w porządku ?- Patrzyła na mnie z niepokojem w oczach.
- Tak tak, a dlaczego pytasz ? - Posłałam jej promienny uśmiech.
- Bo właśnie w tej chwili smarujesz miodem swoją dłoń. - Wskazała na moja rękę lekko zakłopotana, a ja uświadomiłam sobie jak to musiało idiotycznie wyglądać. Usłyszałam z sąsiedniego stołu śmiechy i prychnięcia, odwróciłam głowę i nie zdziwiło mnie gdy zobaczyłam roześmianego elfa i patrzącą z wyższością Ewelain.
- Nawet do smarowania kanapek się nie nadajesz. - Mówił przez śmiech niebieskowłosy, wiedziałam że mówi to żartem ale jednak poczułam złość. W chwili gdy miałam coś mu powiedzieć, Leiftan przetrzymał moją dłoń po czym podał chusteczki bym mogła wytrzeć dłoń. Dziwnym sposobem straciłam apetyt, bez namysłu ruszyłam w kierunku swojego pokoju by chwilę odpocząć przed nawałem zadań które dziś mi przypadną. Położyłam się na łóżku ciężko wzdychając, nie zdążyłam nawet 5 minut poleżeć gdy ktoś pukał do mojego pokoju. Podniesionym tonem rozkazałam tajemniczemu gościowi wejść, byłam dość zdziwiona gdy do mojego pokoju wszedł Nevra z tym swoim uwodzicielskim spojrzeniem.
-Czyżbyś czekała na mnie ? - Powoli zbliżał się w moim kierunku.
- Nie
- Ktoś tu zgrywa niedostępną. - Jego zdeterminowana postawa przyprawiała mnie o ciarki.
- Nevra nie zaczynaj, miałam fatalny poranek.
- Mogę coś na to zaradzić dziewczynko.
- Nevra daj mi spokój. - Nie miałam sił na głupie zaloty wampira. Czarnowłosy chyba nadal nie mógł pojąć że nie interesuję się nim w taki sposób w jakim on by sobie życzył.
- Constancia za chwilę widzę cię w pokoju alchemii. - W drzwiach stał Ezarel z poważną miną, co nie wróżyło nic dobrego.
- Stary zepsułeś mi zabawę. - Nevra stał z naburmuszoną miną, ale po chwili wkradł się złowieszczy uśmieszek. - Ale spokojnie, dokończymy to później.
- Nie skomentuje tego a teraz wybacz, mam parę rzeczy do zrobienia. - Wyminęłam wampira i pośpiesznym krokiem szłam w stronę pokoju alchemii. Miałam dziwne wrażenie że coś jest nie tak. Wchodząc do środka zauważyłam niebieskowłosego opierającego się o stół z wywarami, wyglądało to jakby się nad czymś głęboko wahał. Podeszłam bliżej, chciałam położyć rękę na jego ramieniu by zwrócić na siebie jego uwagę, jednak elf gwałtownie złapał mnie za nadgarstek i szybko obrócił twarzą do mnie.
- Mówiłem ci że masz mnie nie dotykać.
- Przepraszam, wyglądałeś na przejętego. - Starałam się szybko wytłumaczyć, jednak nie wychodziło mi to najlepiej.
- To nie zmienia faktu że nie możesz mnie dotykać. - Poważny ton głosu Ezarela troszkę mnie speszył.
- Prze.. Przepraszam. - Spuściłam głowę ze smutku. Bardzo chciałam się do niego zbliżyć ale on z każdym dniem odpychał mnie na coraz dalszy tor. Zielonooki puścił mój nadgarstek po czym ciężko westchną.
- Masz dziś do posprzątania całe laboratorium więc lepiej weź się do roboty.
- Dobrze. - Po tych słowach wzięłam się do pracy, zaczęłam od czyszczenia pustych fiolek i zlewek. Kątek oka zerknęłam na elfa, siedział w fotelu i czytał w skupieniu książkę, na ten widok lekko się uśmiechnęłam wyglądał czarująco.
- I co się tak szczerzysz.? - Jego ironiczny uśmiech nie schodził mu z twarzy. Chyba na zbyt długo się na niego zapatrzyłam.
- Wydaję ci się. - Odwróciłam się w drugą stronę, nie chciałam żeby widział moją czerwoną jak pomidor twarz.
- Waxaad u malayn ma arko sida aad i fiiriya. - Nie zrozumiałam ani słowa z jego wypowiedzi, ale mówiąc to był bardzo poważny.
- Co to takiego znaczy.?
- Nie ważne. - Rzekł po czym odłożył książkę i wyszedł z pomieszczenia. Dziwnie się dzisiaj zachowuję, ale zaprzestałam rozmyślań bo nikt za mnie nie dokończy sprzątania. Ciężko westchnęłam i wzięłam się do roboty, po jakiejś godzinie całe laboratorium lśniło czystością, a ja mogłam iść się przewietrzyć. Wyszłam do ogrodu pooddychać świeżym powietrzem, idąc w kierunku stuletniej wiśni usłyszałam czyjąś rozmowę.
- Już rozmawiałeś o tym z Ewelain ? - To był głos Nevry, ciekawe z kim rozmawiał na temat elficy. Podeszłam bliżej i schowałam się za rosnącymi tam tawułami.
- Jeszcze nie, jest to trudna rozmowa. - Ezarel zwierza się wampirowi, tego jeszcze nie słyszałam. Ale o czym on ma z nią porozmawiać. Coś tu jest na rzeczy. Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie w biodra i zakrywa mi usta. Wystraszyłam się niemiłosiernie, próbowałam wyrwać się dla napastnika ale było to bezskuteczne. Jedyne wyjście jakie widzę to ugryzienie w rękę, co poskutkowało wypuszczenie mnie z żelaznego uścisku i oczywiście ujrzałam mojego „ oprawce".

Prolog

Minęło pół roku od kiedy znalazłam się w Eldarii, wszystko co wydawało mi się takie obce i inne zaczęło być codziennością. Te wszystkie stworzenia, które tu mieszkały stały się moją rodziną. Jedynie on był dla mnie kimś ważniejszym od reszty. Jego dość aroganckie zachowanie nie raz przyprawiało mnie o kujące uczucie w sercu, jednak zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Aczkolwiek było coś, co sprawiało mi najgorszy ból, jaki mogłam kiedykolwiek odczuć... Jego widoczna bliskość z Ewelain. Nie jednokrotnie widząc ich razem na stołówce, miałam ogromną ochotę się rozpłakać. W takich momentach chciałam znaleźć się na miejscu elficy.... O matko! Zupełnie zapomniałam się wam przedstawić. Na imię mi Constancia, jestem, a może raczej byłam na drugim roku studiów Architektury Krajobrazu. Nie będę się chwalić ile mam lat, bo i tak czuje się staro. Miałam duże plany co do mojego dalszego życia, ale los chciał bym tego feralnego dnia chodziła po lesie, a moja ciekawość dała za wygraną, gdy w chwili ujrzenia kręgu grzybków weszłam w niego jak ostatnia kretynka.. Nooo i chyba nie muszę wam mówić co się stało i gdzie się znalazłam, ale fakt był jeden - nie ma nawet najmniejszego cienia szans, abym wróciła do domu. I mimo pogodzenia się z tą myślą, tęsknota za bliskimi wciąż mi dokuczała. Robiło mi się przykro na myśl, że rodzice musieli odchodzić od zmysłów, wszędzie mnie szukając... Chociaż może już odpuścili i uznali mnie za martwą? Kto to wiedział... Nie mogłam się tym zadręczać, musiałam spróbować żyć dalej w tamtym przedziwnym świecie. Ale jeżeli nadejdzie taki dzień, w którym będzie mi dane wrócić na ziemię do mojej rodziny, nie zawaham się ani chwili.....