środa, 23 listopada 2016

Rozdział 3

Rano przebudziłam się koło godziny 9. Słońce muskało moją delikatna twarz. O dziwo nie byłam zmęczona wczorajszą imprezą, wręcz tryskałam energią. W błyskawicznym tempie wzięłam prysznic po czym się przebrałam. Dzisiaj miałam dzień wolny, ale coś mnie ciągnęło do pokoju alchemii. Lekko zapukałam i weszłam bez szelestnie do pomieszczenia. Elfa dostrzegłam na fotelu trzymającego się kurczowo za głowę, spojrzał na mnie z dość zaskoczoną miną.
- Czy ja nie mogę w spokoju napawać się dniem wolnym od ciebie ?
- Przyszłam zobaczyć jak się czujesz. - Byłam lekko zdenerwowana, nawet nie wiem, w którym momencie zaczęłam się nerwowo bawić kosmykiem włosów.
- A nie widać, choć byłoby lepiej gdybyś już wyszła bo psujesz mi powietrze. - Ała, lepiej nie rozmawiać z elfem jak ma kaca. Wyszłam z pokoju i kierowałam się do spiżarni. Wynalazłam pojemnik z korą wierzby, zrobiłam z niej gorący napar, również zrobiłam kilka kanapek z miodem. Weszłam do pokoju alchemii, Ezarel nadal siedział a ja bez słowa położyłam przed nim tace z gorącym napojem i kanapkami, po czym przysiadłam się obok elfa.
- Co to ? - Spytał z niedowierzaniem niebieskowłosy.
- Napar z kory wierzby, działa jak aspiryna. - Uśmiechnęłam się łagodnie do zielonookiego.
- Aspiryna? Czy to rodzaj jakiejś trucizny ? - Patrzył na mnie z podejrzliwym wzrokiem, czym bardzo mnie rozbawił.
- W moim świecie aspiryna pomaga na ból głowy spowodowany kacem.
- Co to jest kac ? - Jego zdziwiona mina przyprawiła mnie o cichy chichot.
- Kacem nazywamy stan po upojeniu alkoholowym, nudności, wymioty, ból głowy, nadwrażliwość na światło i dźwięk.
- Czyli że mam kaca ?
- Tak. - Mimowolnie się uśmiechnęłam do elfa, a ten z zawahaniem sięgną po gorącą szklankę i kanapkę z miodem. Gdy Ezarel spałaszował cały talerz kanapek spojrzał na mnie uśmiechając się, nie pozostałam mu dłużna obdarowując go równie szczerym uśmiechem.
- Skąd tyle wiesz na temat roślinności i ich właściwościach ?
- Od dziecka interesował mnie świat roślin, dlatego poszłam w kierunku architektury krajobrazu. - Ezarel spojrzał na mnie niemrawo z dziwnym grymasem na twarzy.
- Czego ? - Mimowolnie się zaśmiałam, chyba czeka mnie dziś dzień śmiechu.
- Architekt Krajobrazu zajmuję się projektowaniem i pielęgnacją zieleni, dlatego tyle wiem na ten temat. - Czułam się jakbym tłumaczyła oczywiste rzeczy dla małego dziecka. Zielonooki przekrzywił głowę i uniósł jedna brew jakby to miało mu pomóc w myśleniu. Nagle na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech, pośpiesznie podszedł do regału z dużą ilością małych słoiczków i przyniósł mi jeden z nich.
- Skoro taka wyuczona jesteś, to powiedz co to jest ? - Wzięłam słoiczek i zerknęłam do środka by rozpoznać zawartość, bez żadnych problemów rozpoznała roślinę, biedny Ezarel nie będzie miał tym razem satysfakcji z mojej nie wiedzy.
- Vinca mimor. - Jego uśmiech szybko zszedł z twarzy, a zagościło zdumienie wymieszane ze złością.
- Ale skąd ty znasz ten język ?! - Niebieskowłosy wymachiwał rękoma z oburzeniem, przyznam wyglądało to zabawnie.
- W moim świecie nazwy rośli piszę się i mówi po łacinie, po polsku jest to barwinek pospolity.
- Dziwne... jednak zostały jakies więzi między naszymi światami. - Ezarel zabrał mi słoiczek i odstawił na miejsce, przyglądał mi się uważnie co mnie trochę krępowało.
- Powedz...
- Hmm ?
- Co ci się wczoraj stało ? W sensie że dostałaś takiego napadu.. - Znów przeszył mnie wzrokiem jakby próbował czytać mi w myślach. - Nie żeby mnie to obchodziło.
- Gdy się zezłościłam na ciebie poczułam mrowienie na palcach, a gdy na nie spojrzałam zobaczyłam czarne pazury, przestraszyłam się i nie wiedziałam co się dzieję. - Ezarel wybuchł gromkim śmiechem co wprawiło mnie w osłupienie połączone ze wściekłością.
- Pada ci już na mózg, a czekaj . Z tobą zawsze było coś nie tak. - Elf stał śmiejąc się ze mnie, a ja czułam jak do moich oczy napływa potok łez, ale to nie był najlepszy moment żeby się popłakać, miałby ze mnie większy ubaw.
- Ah tak ?! Gdyby nie ta dziwaczka byś wczoraj spał na stole w spiżarni ! Nawet nie podziękowałeś za zaprowadzenie do pokoju i położenie spać! - Wycedziłam przez zęby, ten arogancki zgred nigdy się nie zmieni. Spojrzałam w jego zielone oczy, spoglądał na mnie z niemałym zdziwienie.
- Ty... Co wczoraj zrobiłaś ? - Mogłam mu tego nie mówić, teraz dostanę reprymendę za dotykanie jego.
- J..ja.. - Moja twarz przybrała kolor dorodnej maliny, przejechałam palcami po wargach na myśl o wczorajszym buziaku. Ezarel patrzył na mnie skołowany, jednak po chwili spojrzał na mój ruch opuszków palców wykonywany na wargach. Źrenice niebieskowłosego były do granic możliwości rozszerzone, nie wiedziałam co mam o tym myśleć. A może on jednak pamięta co ja zrobiłam ? Może to jest ta chwila by mu powiedzieć co czuję ? Raz kozi śmierć, złapałam nieśmiało elfa za rękę. Jednak on ją wyszarpną i zwielkim hukiem wyszedł z pomieszczenia. Cz...Czy on właśnie mnie tu zostawił ?Łzy mimowolnie spłynęły mi po policzku, nie miałam zamiaru czekać na łaskawy powrót zielonookiego. Wybiegłam z laboratorium i pędziłam ze łzami w oczach do swojego pokoju, tylko tam mogłam dać upust swoim emocjom. Wbiegłam trzaskając drzwiami, bez namysłu zakluczyłam je i opadłam bezwładnie na łóżko. Elf dał mi jasno do zrozumienia że nic dla niego nie znaczę, czemu ja się łudziłam że ten kretyn może coś do mnie poczuć. Od początku okazywał wobec mnie niechęć, a głupia ja myślałam że coś może być między nami. Leżałam tak już parę godzin, co chwilę ktoś pukał do drzwi z prośbą bym otworzyła je, wyszła i wytłumaczyła co się stało. Jednak nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, chciałam pozostać w swoim stanie już do końca. Mijamy kolejne godziny a ja wciąż leżałam bezwładnie na łóżku myśląc o elfie, może nie powinnam była go dotykać. Przecież od kąt pamiętam był panem niedotykalskim. Nagle usłyszałam dziwny huk, przerażona spojrzałam na drzwi mojego pokoju. Po chwili huk się powtórzył a moje drzwi się otworzyły, stała w nich
Miko z wielkim płomieniem wydobywający się z klatki którą trzymała na swej lasce. Mimowolnie usiadłam na krawędzi łóżka nie wiedząc co mam o tym sądzić.
- Coś ty zrobiła z moim drzwiami ?!
- Nie raczyłaś mi otworzyć to musiałam jakoś sobie sama poradzić. - Lisica patrzyła na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Ale żeby drzwi mi wyłamywać ? - Czarnowłosa wygasiła ogień powoli zbliżając się do mnie, przysiadła obok mnie i lekko przytuliła.
- Constancio powiedz co się stało? - Spojrzała na mnie zmartwiona, nie mogłam dłużej dusić tego w sobie. Przytuliłam się mocniej do dziewczyny i ze łzami w oczach opowiedziałam jej co się stało. Miko wysłuchała całej opowieści o tym jak pijanego Ezarela zaprowadziłam do pokoju po czym go pocałowałam i o dzisiejszym zajściu w pokoju alchemii.
- Constancia ja ci mówiłam że on jest taki gburowaty, do niego trzeba małymi kroczkami się zbliżać. - Lekko pogłaskała mnie po włosach, bardzo pomogło mi zwierzenie się lisicy. Poczułam się o wiele lepiej.
- Może masz rację, ale nadal nie rozumiem dlaczego ma do mnie taki dystans. A z Ewelain rozmawia bez żadnych krępacji i zgrzytów. - Nagle Miko zrobiła się strasznie zmieszana. Czy ona coś przede mną ukrywa ?
- Może chodź się przejdziemy do stołówki coś zjeść ? - Zrobiła sztuczny uśmiech, czyli jednak coś wie i nie chce mi powiedzieć.
- Miko ty coś przede mną ukrywasz. - Zrobiłam naburmuszoną minę, lecz to nie podziałała na czarnowłosą. Lekko prychnęła łapiąc mnie za nadgarstek. Pociągnęła mnie w stronę spiżarni, westchnęłam ciężko bo nie miałam ochoty nikogo widzieć.
- Nie mogę nic ci powiedzieć,on sam musi ci to wyznać.
- Ale co wyznać ? - Miko spuściła głowę ze smutkiem, jednak spojrzała na mnie lekko się uśmiechając po czym pociągnęła mnie w stronę spiżarni. Przy samym wejściu zauważyłam rozmawiającego Ezarela z Ewelain, elf nawet na mnie nie spojrzał. Bardzo mnie zabolało jego zachowanie, natomiast elfka zgromiła mnie swym wściekłym wzrokiem. Dobrze że lisica wepchała mnie do środka bo bym pewnie stała tam przy nich zamurowana.
- Miko, Constancia chodzicie tu do nas. - Zawołał wesoło Valkyon. Bez namysłu dosieliśmy się do białowłosego. Miko zaczęła z nim dyskusję a ja nie potrafiłam się na niczym skupić. Do spiżarni weszła zadowolona Ewelain, od razu przysiadła się do Ykhar.
- Witaj Ykhar jak ci miną dzień ?
- Zalatany, ale nie najgorzej. A jak tobie ? - Spytała uśmiechnięta od ucha do ucha brownie.
- Wiesz umówiła się dziś z Ezarelem. - Nie wiem czy specjalnie powiedziała to głośniej, ale fakt faktem zdenerwowała mnie ta informacja. Szybko odsunęłam krzesło i wyszłam bez pożegnania się z kimkolwiek. Wybiegając usłyszałam czyiś śmiech, mogę jedynie przypuszczać że to była elfka. Zapłakana wybiegłam na hol główny przy okazji wpadając na kogoś.
- Może byś uwa.. Constancia ty płaczesz ? - Ujrzałam przed sobą sprawce moich łez, nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Gwałtownie się obróciła i chciałam pobiec w stronę swojego pokoju, ale niebieskowłosy złapał mnie za nadgarstek.
- Poczekaj ! Powiedz co się stało. - Na jego twarzy malowało się zmartwienie, ale i tak wiedziałam że on woli Ewelian.
- Puść mnie ! Jesteś ostatnią osobą dla której bym opowiedziała o swoich problemach! - Elf nie chciał mnie puścić, patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. - W szczególności że to ty jesteś tym problemem! - Ezarel patrzył na mnie z otwartą buzią, wykorzystałam moment i wyszarpnęłam się z jego uścisku. Od razu pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko a potok łez sam wypływał z mych oczu. Po chwili usłyszałam delikatne pukanie do mojego pokoju.
- Może chcesz porozmawiać ? - W drzwiach stał lekko smutny Nevra, nie wiedziałam czy to dobry pomysł zwierzać się właśnie jemu. Podszedł do mnie przy czym obejmując mnie swym żelaznym uściskiem. Momentalnie się popłakałam.
- Ciiissss... nie płacz, wszystko słyszałem. - Wampir zaczął mnie lekko kołysać na boki przy czym lekko gładząc moje włosy. - Wszystko będzie dobrze, jestem tu przy tobie. - W ramionach Nevry trochę się uspokoiłam, spojrzałam na jego koszulkę była cała mokra.
- J...ja przepraszam za koszulkę.. - Pociągnęłam lekko nosem.
- Nic się nie stało, na razie jesteś ważniejsza niż tam jakaś koszulka. - Przytulił mnie mocniej do siebie. Miałam dziwne wrażenie jakby ktoś nas obserwował, spojrzałam w stronę wejścia, nie myliłam się. W drzwiach stał Ezarel bacznie się nam przyglądając.
- Ezarel ? - Patrzyłam na niego zdziwiona, a wampir wypuścił mnie z objęć czekając na mój dalszy ruch.

- Czy możemy porozmawiać na osobności ? - Jego głos był dość dziwny. Spojrzałam porozumiewawczo na czarnowłosego, a ten kiwną głową i wyszedł z pomieszczenie. Elf stał patrząc na mnie, między nami nastała głucha cisza, którą z każdą chwilą było coraz ciężej przerwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz