Rano
przebudziłam się koło godziny 9. Słońce muskało moją delikatna twarz. O dziwo
nie byłam zmęczona wczorajszą imprezą, wręcz tryskałam energią. W błyskawicznym
tempie wzięłam prysznic po czym się przebrałam. Dzisiaj miałam dzień wolny, ale
coś mnie ciągnęło do pokoju alchemii. Lekko zapukałam i weszłam bez szelestnie
do pomieszczenia. Elfa dostrzegłam na fotelu trzymającego się kurczowo za
głowę, spojrzał na mnie z dość zaskoczoną miną.
- Czy ja nie
mogę w spokoju napawać się dniem wolnym od ciebie ?
- Przyszłam
zobaczyć jak się czujesz. - Byłam lekko zdenerwowana, nawet nie wiem, w którym
momencie zaczęłam się nerwowo bawić kosmykiem włosów.
- A nie
widać, choć byłoby lepiej gdybyś już wyszła bo psujesz mi powietrze. - Ała,
lepiej nie rozmawiać z elfem jak ma kaca. Wyszłam z pokoju i kierowałam się do
spiżarni. Wynalazłam pojemnik z korą wierzby, zrobiłam z niej gorący napar,
również zrobiłam kilka kanapek z miodem. Weszłam do pokoju alchemii, Ezarel
nadal siedział a ja bez słowa położyłam przed nim tace z gorącym napojem i
kanapkami, po czym przysiadłam się obok elfa.
- Co to ? -
Spytał z niedowierzaniem niebieskowłosy.
- Napar z
kory wierzby, działa jak aspiryna. - Uśmiechnęłam się łagodnie do
zielonookiego.
- Aspiryna?
Czy to rodzaj jakiejś trucizny ? - Patrzył na mnie z podejrzliwym wzrokiem,
czym bardzo mnie rozbawił.
- W moim
świecie aspiryna pomaga na ból głowy spowodowany kacem.
- Co to jest
kac ? - Jego zdziwiona mina przyprawiła mnie o cichy chichot.
- Kacem
nazywamy stan po upojeniu alkoholowym, nudności, wymioty, ból głowy, nadwrażliwość
na światło i dźwięk.
- Czyli że
mam kaca ?
- Tak. -
Mimowolnie się uśmiechnęłam do elfa, a ten z zawahaniem sięgną po gorącą
szklankę i kanapkę z miodem. Gdy Ezarel spałaszował cały talerz kanapek
spojrzał na mnie uśmiechając się, nie pozostałam mu dłużna obdarowując go
równie szczerym uśmiechem.
- Skąd tyle
wiesz na temat roślinności i ich właściwościach ?
- Od dziecka
interesował mnie świat roślin, dlatego poszłam w kierunku architektury
krajobrazu. - Ezarel spojrzał na mnie niemrawo z dziwnym grymasem na twarzy.
- Czego ? -
Mimowolnie się zaśmiałam, chyba czeka mnie dziś dzień śmiechu.
- Architekt
Krajobrazu zajmuję się projektowaniem i pielęgnacją zieleni, dlatego tyle wiem
na ten temat. - Czułam się jakbym tłumaczyła oczywiste rzeczy dla małego
dziecka. Zielonooki przekrzywił głowę i uniósł jedna brew jakby to miało mu
pomóc w myśleniu. Nagle na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech,
pośpiesznie podszedł do regału z dużą ilością małych słoiczków i przyniósł mi
jeden z nich.
- Skoro taka
wyuczona jesteś, to powiedz co to jest ? - Wzięłam słoiczek i zerknęłam do
środka by rozpoznać zawartość, bez żadnych problemów rozpoznała roślinę, biedny
Ezarel nie będzie miał tym razem satysfakcji z mojej nie wiedzy.
- Vinca
mimor. - Jego uśmiech szybko zszedł z twarzy, a zagościło zdumienie wymieszane
ze złością.
- Ale skąd
ty znasz ten język ?! - Niebieskowłosy wymachiwał rękoma z oburzeniem, przyznam
wyglądało to zabawnie.
- W moim
świecie nazwy rośli piszę się i mówi po łacinie, po polsku jest to barwinek
pospolity.
- Dziwne...
jednak zostały jakies więzi między naszymi światami. - Ezarel zabrał mi
słoiczek i odstawił na miejsce, przyglądał mi się uważnie co mnie trochę
krępowało.
- Powedz...
- Hmm ?
- Co ci się
wczoraj stało ? W sensie że dostałaś takiego napadu.. - Znów przeszył mnie
wzrokiem jakby próbował czytać mi w myślach. - Nie żeby mnie to obchodziło.
- Gdy się
zezłościłam na ciebie poczułam mrowienie na palcach, a gdy na nie spojrzałam
zobaczyłam czarne pazury, przestraszyłam się i nie wiedziałam co się dzieję. -
Ezarel wybuchł gromkim śmiechem co wprawiło mnie w osłupienie połączone ze
wściekłością.
- Pada ci
już na mózg, a czekaj . Z tobą zawsze było coś nie tak. - Elf stał śmiejąc się
ze mnie, a ja czułam jak do moich oczy napływa potok łez, ale to nie był
najlepszy moment żeby się popłakać, miałby ze mnie większy ubaw.
- Ah tak ?!
Gdyby nie ta dziwaczka byś wczoraj spał na stole w spiżarni ! Nawet nie
podziękowałeś za zaprowadzenie do pokoju i położenie spać! - Wycedziłam przez
zęby, ten arogancki zgred nigdy się nie zmieni. Spojrzałam w jego zielone oczy,
spoglądał na mnie z niemałym zdziwienie.
- Ty... Co
wczoraj zrobiłaś ? - Mogłam mu tego nie mówić, teraz dostanę reprymendę za
dotykanie jego.
- J..ja.. -
Moja twarz przybrała kolor dorodnej maliny, przejechałam palcami po wargach na
myśl o wczorajszym buziaku. Ezarel patrzył na mnie skołowany, jednak po chwili
spojrzał na mój ruch opuszków palców wykonywany na wargach. Źrenice
niebieskowłosego były do granic możliwości rozszerzone, nie wiedziałam co mam o
tym myśleć. A może on jednak pamięta co ja zrobiłam ? Może to jest ta chwila by
mu powiedzieć co czuję ? Raz kozi śmierć, złapałam nieśmiało elfa za rękę.
Jednak on ją wyszarpną i zwielkim hukiem wyszedł z pomieszczenia. Cz...Czy on
właśnie mnie tu zostawił ?Łzy mimowolnie spłynęły mi po policzku, nie miałam
zamiaru czekać na łaskawy powrót zielonookiego. Wybiegłam z laboratorium i
pędziłam ze łzami w oczach do swojego pokoju, tylko tam mogłam dać upust swoim
emocjom. Wbiegłam trzaskając drzwiami, bez namysłu zakluczyłam je i opadłam
bezwładnie na łóżko. Elf dał mi jasno do zrozumienia że nic dla niego nie
znaczę, czemu ja się łudziłam że ten kretyn może coś do mnie poczuć. Od
początku okazywał wobec mnie niechęć, a głupia ja myślałam że coś może być
między nami. Leżałam tak już parę godzin, co chwilę ktoś pukał do drzwi z
prośbą bym otworzyła je, wyszła i wytłumaczyła co się stało. Jednak nie miałam
ochoty z nikim rozmawiać, chciałam pozostać w swoim stanie już do końca. Mijamy
kolejne godziny a ja wciąż leżałam bezwładnie na łóżku myśląc o elfie, może nie
powinnam była go dotykać. Przecież od kąt pamiętam był panem niedotykalskim.
Nagle usłyszałam dziwny huk, przerażona spojrzałam na drzwi mojego pokoju. Po
chwili huk się powtórzył a moje drzwi się otworzyły, stała w nich
Miko z
wielkim płomieniem wydobywający się z klatki którą trzymała na swej lasce.
Mimowolnie usiadłam na krawędzi łóżka nie wiedząc co mam o tym sądzić.
- Coś ty
zrobiła z moim drzwiami ?!
- Nie
raczyłaś mi otworzyć to musiałam jakoś sobie sama poradzić. - Lisica patrzyła na
mnie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Ale żeby
drzwi mi wyłamywać ? - Czarnowłosa wygasiła ogień powoli zbliżając się do mnie,
przysiadła obok mnie i lekko przytuliła.
- Constancio
powiedz co się stało? - Spojrzała na mnie zmartwiona, nie mogłam dłużej dusić
tego w sobie. Przytuliłam się mocniej do dziewczyny i ze łzami w oczach
opowiedziałam jej co się stało. Miko wysłuchała całej opowieści o tym jak
pijanego Ezarela zaprowadziłam do pokoju po czym go pocałowałam i o dzisiejszym
zajściu w pokoju alchemii.
- Constancia
ja ci mówiłam że on jest taki gburowaty, do niego trzeba małymi kroczkami się
zbliżać. - Lekko pogłaskała mnie po włosach, bardzo pomogło mi zwierzenie się
lisicy. Poczułam się o wiele lepiej.
- Może masz
rację, ale nadal nie rozumiem dlaczego ma do mnie taki dystans. A z Ewelain
rozmawia bez żadnych krępacji i zgrzytów. - Nagle Miko zrobiła się strasznie
zmieszana. Czy ona coś przede mną ukrywa ?
- Może chodź
się przejdziemy do stołówki coś zjeść ? - Zrobiła sztuczny uśmiech, czyli
jednak coś wie i nie chce mi powiedzieć.
- Miko ty
coś przede mną ukrywasz. - Zrobiłam naburmuszoną minę, lecz to nie podziałała
na czarnowłosą. Lekko prychnęła łapiąc mnie za nadgarstek. Pociągnęła mnie w
stronę spiżarni, westchnęłam ciężko bo nie miałam ochoty nikogo widzieć.
- Nie mogę
nic ci powiedzieć,on sam musi ci to wyznać.
- Ale co
wyznać ? - Miko spuściła głowę ze smutkiem, jednak spojrzała na mnie lekko się
uśmiechając po czym pociągnęła mnie w stronę spiżarni. Przy samym wejściu
zauważyłam rozmawiającego Ezarela z Ewelain, elf nawet na mnie nie spojrzał.
Bardzo mnie zabolało jego zachowanie, natomiast elfka zgromiła mnie swym
wściekłym wzrokiem. Dobrze że lisica wepchała mnie do środka bo bym pewnie stała
tam przy nich zamurowana.
- Miko,
Constancia chodzicie tu do nas. - Zawołał wesoło Valkyon. Bez namysłu
dosieliśmy się do białowłosego. Miko zaczęła z nim dyskusję a ja nie potrafiłam
się na niczym skupić. Do spiżarni weszła zadowolona Ewelain, od razu przysiadła
się do Ykhar.
- Witaj
Ykhar jak ci miną dzień ?
- Zalatany,
ale nie najgorzej. A jak tobie ? - Spytała uśmiechnięta od ucha do ucha
brownie.
- Wiesz
umówiła się dziś z Ezarelem. - Nie wiem czy specjalnie powiedziała to głośniej,
ale fakt faktem zdenerwowała mnie ta informacja. Szybko odsunęłam krzesło i
wyszłam bez pożegnania się z kimkolwiek. Wybiegając usłyszałam czyiś śmiech,
mogę jedynie przypuszczać że to była elfka. Zapłakana wybiegłam na hol główny
przy okazji wpadając na kogoś.
- Może byś
uwa.. Constancia ty płaczesz ? - Ujrzałam przed sobą sprawce moich łez, nie
potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Gwałtownie się obróciła i chciałam pobiec w
stronę swojego pokoju, ale niebieskowłosy złapał mnie za nadgarstek.
- Poczekaj !
Powiedz co się stało. - Na jego twarzy malowało się zmartwienie, ale i tak
wiedziałam że on woli Ewelian.
- Puść mnie
! Jesteś ostatnią osobą dla której bym opowiedziała o swoich problemach! - Elf
nie chciał mnie puścić, patrzył na mnie z przerażeniem w oczach. - W
szczególności że to ty jesteś tym problemem! - Ezarel patrzył na mnie z otwartą
buzią, wykorzystałam moment i wyszarpnęłam się z jego uścisku. Od razu
pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko a potok łez sam wypływał z
mych oczu. Po chwili usłyszałam delikatne pukanie do mojego pokoju.
- Może
chcesz porozmawiać ? - W drzwiach stał lekko smutny Nevra, nie wiedziałam czy
to dobry pomysł zwierzać się właśnie jemu. Podszedł do mnie przy czym obejmując
mnie swym żelaznym uściskiem. Momentalnie się popłakałam.
-
Ciiissss... nie płacz, wszystko słyszałem. - Wampir zaczął mnie lekko kołysać
na boki przy czym lekko gładząc moje włosy. - Wszystko będzie dobrze, jestem tu
przy tobie. - W ramionach Nevry trochę się uspokoiłam, spojrzałam na jego
koszulkę była cała mokra.
- J...ja
przepraszam za koszulkę.. - Pociągnęłam lekko nosem.
- Nic się
nie stało, na razie jesteś ważniejsza niż tam jakaś koszulka. - Przytulił mnie
mocniej do siebie. Miałam dziwne wrażenie jakby ktoś nas obserwował, spojrzałam
w stronę wejścia, nie myliłam się. W drzwiach stał Ezarel bacznie się nam
przyglądając.
- Ezarel ? -
Patrzyłam na niego zdziwiona, a wampir wypuścił mnie z objęć czekając na mój
dalszy ruch.
- Czy możemy
porozmawiać na osobności ? - Jego głos był dość dziwny. Spojrzałam
porozumiewawczo na czarnowłosego, a ten kiwną głową i wyszedł z pomieszczenie.
Elf stał patrząc na mnie, między nami nastała głucha cisza, którą z każdą
chwilą było coraz ciężej przerwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz