Minęło pół
roku od kiedy znalazłam się w Eldarii, wszystko co wydawało mi się takie obce i
inne zaczęło być codziennością. Te wszystkie stworzenia, które tu mieszkały
stały się moją rodziną. Jedynie on był dla mnie kimś ważniejszym od reszty.
Jego dość aroganckie zachowanie nie raz przyprawiało mnie o kujące uczucie w
sercu, jednak zdążyłam się do tego przyzwyczaić. Aczkolwiek było coś, co
sprawiało mi najgorszy ból, jaki mogłam kiedykolwiek odczuć... Jego widoczna
bliskość z Ewelain. Nie jednokrotnie widząc ich razem na stołówce, miałam
ogromną ochotę się rozpłakać. W takich momentach chciałam znaleźć się na
miejscu elficy.... O matko! Zupełnie zapomniałam się wam przedstawić. Na imię
mi Constancia, jestem, a może raczej byłam na drugim roku studiów Architektury
Krajobrazu. Nie będę się chwalić ile mam lat, bo i tak czuje się staro. Miałam
duże plany co do mojego dalszego życia, ale los chciał bym tego feralnego dnia
chodziła po lesie, a moja ciekawość dała za wygraną, gdy w chwili ujrzenia
kręgu grzybków weszłam w niego jak ostatnia kretynka.. Nooo i chyba nie muszę
wam mówić co się stało i gdzie się znalazłam, ale fakt był jeden - nie ma nawet
najmniejszego cienia szans, abym wróciła do domu. I mimo pogodzenia się z tą
myślą, tęsknota za bliskimi wciąż mi dokuczała. Robiło mi się przykro na myśl,
że rodzice musieli odchodzić od zmysłów, wszędzie mnie szukając... Chociaż może
już odpuścili i uznali mnie za martwą? Kto to wiedział... Nie mogłam się tym
zadręczać, musiałam spróbować żyć dalej w tamtym przedziwnym świecie. Ale
jeżeli nadejdzie taki dzień, w którym będzie mi dane wrócić na ziemię do mojej
rodziny, nie zawaham się ani chwili.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz