poniedziałek, 28 listopada 2016

Rozdział 5

Promienie słońca lekko muskały moją twarz, zmuszając mnie bym otworzyła oczy. Gdy to zrobiłam ujrzałam moją śpiącą ciralkie wyglądała tak słodko i niewinnie gdy śpi, ale moją uwagę przykuło coś dziwnego. Na czyich kolanach ja leżę? Obróciłam głowę ku górze i ujrzałam śpiącego wampira, po jego śnicach pod oczami mogę tylko przypuszczać że pilnował mnie przez ten cały czas. Wyglądał uroczo, można by pomyśleć że jego tanie chwyty podrywu to tylko maska którą przybiera na co dzień. W sumie każdy człowiek posiada przysłowiową gębę, którą ukazuję każdego dnia by nie ujawnić swej prawdziwej twarzy. To smutne że nie potrafimy ukazać przed innymi tym kim naprawdę jesteśmy. Może dlatego że boimy się odrzucenia bądź wyśmiania? Poczułam czyjąś dłoń na moim policzku, wampir spoglądał na mnie z czułością wymalowana na twarzy.
- Już lepiej się czujesz ? – Pierwszy raz widziałam w jego oczach taką głębie, nie mogłam oderwań od niego wzroku. Nevra widząc moje zachowanie tylko cicho się zaśmiał. – Wiem że jestem boski, ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie. – Agrrr.. Znów się przez niego zarumieniłam, szturchnęłam go lekko w ramię po czym podniosłam się do siadu.
- Nevra ?
- Hmm…
- Powiedz mi kiedy jest czerwona pełnia ?
- Och.. Czyli już wiesz. – Czarnowłosy wpadł z zakłopotanie. Dobrze wiedzieć że byłam chyba jedyną, która nie wiedziała nic o ich ślubie.
- Czyli tylko ja nic na ten temat nie wiedziałam ?! – Z tej złości zaczęłam krzyczeć czym obudziłam mojego Chowańca.
- Wiesz.. Nikt nie chciał robić ci przykrości.
- Jak to ? Chcesz mi powiedzieć że wszyscy wiedzą ? – Wampir tylko przytakną głową. – Ale skąd to wiedza?
- Constancia to widać, jak na niego patrzysz, jaka smutna chodzisz gdy jest w towarzystwie Ewelain. – Szarooki przyciągną mnie do siebie by zamknąć mnie w żelaznym uścisku.
- A czy o..on ww..wie ? – Spuściłam głowę z zażenowaniu, dalej nie pojmowałam jak to możliwe, że każdy widział i wiedział jak bardzo mi na nim zależało.
- Wie..
- Okey, czyli mogę nie wracac już to kwatery.
- Nie wygłupiaj się, to nie jest koniec świata.
- A jak ty byś się czuł gdybyś musiał codziennie patrzeć na miłość swojego życia zakochaną po uszy w kimś innym ?! – Strumień łez poleciał mi po policzku, Nevra z szybkim tempie starł mi lecące łzy po czym mnie przytulił.
- Czuję to codziennie widząc jak patrzysz na Ezarela… - Na jego twarzy zagościł smutny uśmiech, nigdy nie przypuszczałam że żywi do mnie jakieś głębsze uczucie. Było mi trochę głupio, zawsze przy mnie był gdy płakała i zawsze wysłuchał mnie do końca jak prawdziwy przyjaciel. Tylko że on nie widział w tym gestu przyjacielskiego. Tylko dlaczego powiedział mi to właśnie teraz ?
- Nevra j..ja… - Położył mi palec na ustach patrząc mi głęboko w oczy.
- Nic nie mów, wiem że potrzebujesz czasu. Ja poczekam. – Wampir powoli zaczął zbliżać się do mnie, wiedziałam do czego zmierza, ale z niewyjaśnionych przyczyn nie odtrąciłam go. Gdy dzieliły nas centymetry, coś wleciała przez otwarte okno powozu.  Odskoczyliśmy od siebie ze zdumieniem, czułam jakby serce miało mi zaraz wyskoczyć. Było to bardzo urocze stworzonko trochę podobne do białej fretki, na brzuszku miała różowe futerko, a jej piękny biały ogon był zakończony różowym sercem. Jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego Chowańca.
- Valuret ? Co tu robisz ?
- Znasz tego Chowańca ? – Zaczęłam drapać stworzonko za uszkiem, co widać bardzo mu się spodobała.
- Tak, należy do Ezarela.. – Widziałam w jego wyrazie twarzy małą złość.
- Ale co ona tu robi ?
- Też bym chciał to wiedzieć. – Miał na twarzy grymas, który w mgnieniu oka zmienił się w zaskoczenie. – Zobacz ma jakąś kartkę przyczepioną do ogona. – Wampir chciał sięgnąć po zauważony skrawek papieru, ale chowaniec wyskoczył do niego z zębami. Było widać po nim że był w wielkim zdumieniu w sumie ja też. Delikatnie wyciągnęłam dłoń do Valurta a ten przyglądał mi się z uwagą, gdy moja dłoń była blisko stworzona poczułam miękkie futerko. Chowaniec wtulił się we mnie pozwalając mi ściągnąć z jej ogona wiadomość. 
****
Dlaczego uciekłaś zamiast zostać i porozmawiać ze mną ?
Chciałem ci wszystko wytłumaczyć i się pożegnać.

                                                                                                  Ezarel
   ****

Ścisnęła mały skrawek kartki czując ukłucia w sercu, znów przed oczami stanęła mi sytuacja z laboratorium. Spojrzałam ze łzami w oczach na wampira, ten w ciszy przytulił się do mnie zabierając i zgniatając kartkę. Poczułam ulgę, ale wiedziałam że chowaniec nie ruszy się stąd puki nie dostanie odpowiedzi. Dlatego wyjęłam kartkę i pióro, po czym zaczęłam pisać.
****
Przecież nie musisz się przede mną tłumaczyć,
Życzę ci szczęścia.
Żegnaj..
                                                                                               Constancia
****
Zaczepiłam karteczkę na ogon Chowańca po czym spojrzałam mu głęboko w oczy. Mówią że chowańce są odzwierciedleniem duszy ich właściciela, ale te stworzenie jest bardzo spokojne, czułe i kochane. W niczym nie przypomina mi Elfa chyba, że to ja nie zdążyłam go dobrze poznać. Podrapałam Valurta po uszku i ostatni raz czulę się do niego uśmiechnęłam.
- Wracaj do swojego pana. – Spojrzał na mnie dając mi wrażenie, że rozumie co do niego powiedziałam po czym wyskoczył przez okno. Mój wzrok powędrował w stronę czarnowłosego, uśmiechnęłam się do niego szczerze by choć na chwilę się rozchmurzył. Udało mi się, chwilę później rozmawialiśmy tak jak starzy znajomi. Jednak przypomniałam sobie że szarooki nie odpowiedział na moje pytanie.
- Nevra nie powiedziałeś mi w końcu kiedy jest ta czerwona pełnia. – Na twarzy wampira znów zagościł grymas.
- Za 40 dni.
- Czyli 9 dni po naszym powrocie ? – Poczułam wielką gulę w gardle, chyba dalej nie mogę przyjąć tej wiadomości do siebie.  
- Nie pójdę na ten ślub. – Skrzyżował ręce w geście protestu co mnie bardzo rozbawiło.
- Dlaczego nie chcesz tam iść ?
- Bo on cię skrzywdził. – Moje serce na chwilę rozmiękło, to jest nawet słodkie, ale nie mogę na to pozwolić.
- Nevra, ale to jest twój przyjaciel, nie możesz olać go ze względu na mnie. – Dotknęłam jego ramienia po czym czulę się do niego uśmiechnęłam.
- Dobra pójdę, ale ty tam pójdziesz ze mną. – Na jego twarz wkradł się firmowy uśmieszek. W sumie w towarzystwie wampira ta „impreza” może wydawać się bardziej znośna.
- Dobrze, niech ci będzie. – Zbliżyłam się do chłopaka i ucałowałam jego policzek. Jego zdumiona jak i szczęśliwa mordka bardzo mnie roześmiała.

- Może zróbmy postój ? Jeszcze nic nie jedliśmy od czasu wyruszenia. – Przystałam na propozycję wampira. Wyszliśmy z powozu i udaliśmy się na przydrożną polanę. Była dość piękna pogoda, więc skorzystałam z okazji by choć na chwilę się poopalać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz