Promienie
słońca lekko muskały moją twarz, zmuszając mnie bym otworzyła oczy. Gdy to
zrobiłam ujrzałam moją śpiącą ciralkie wyglądała tak słodko i niewinnie gdy
śpi, ale moją uwagę przykuło coś dziwnego. Na czyich kolanach ja leżę?
Obróciłam głowę ku górze i ujrzałam śpiącego wampira, po jego śnicach pod
oczami mogę tylko przypuszczać że pilnował mnie przez ten cały czas. Wyglądał
uroczo, można by pomyśleć że jego tanie chwyty podrywu to tylko maska którą
przybiera na co dzień. W sumie każdy człowiek posiada przysłowiową gębę, którą
ukazuję każdego dnia by nie ujawnić swej prawdziwej twarzy. To smutne że nie
potrafimy ukazać przed innymi tym kim naprawdę jesteśmy. Może dlatego że boimy
się odrzucenia bądź wyśmiania? Poczułam czyjąś dłoń na moim policzku, wampir
spoglądał na mnie z czułością wymalowana na twarzy.
- Już lepiej
się czujesz ? – Pierwszy raz widziałam w jego oczach taką głębie, nie mogłam
oderwań od niego wzroku. Nevra widząc moje zachowanie tylko cicho się zaśmiał.
– Wiem że jestem boski, ale nie odpowiedziałaś na moje pytanie. – Agrrr.. Znów
się przez niego zarumieniłam, szturchnęłam go lekko w ramię po czym podniosłam
się do siadu.
- Nevra ?
- Hmm…
- Powiedz mi
kiedy jest czerwona pełnia ?
- Och..
Czyli już wiesz. – Czarnowłosy wpadł z zakłopotanie. Dobrze wiedzieć że byłam
chyba jedyną, która nie wiedziała nic o ich ślubie.
- Czyli
tylko ja nic na ten temat nie wiedziałam ?! – Z tej złości zaczęłam krzyczeć
czym obudziłam mojego Chowańca.
- Wiesz..
Nikt nie chciał robić ci przykrości.
- Jak to ?
Chcesz mi powiedzieć że wszyscy wiedzą ? – Wampir tylko przytakną głową. – Ale
skąd to wiedza?
- Constancia
to widać, jak na niego patrzysz, jaka smutna chodzisz gdy jest w towarzystwie
Ewelain. – Szarooki przyciągną mnie do siebie by zamknąć mnie w żelaznym
uścisku.
- A czy
o..on ww..wie ? – Spuściłam głowę z zażenowaniu, dalej nie pojmowałam jak to
możliwe, że każdy widział i wiedział jak bardzo mi na nim zależało.
- Wie..
- Okey,
czyli mogę nie wracac już to kwatery.
- Nie
wygłupiaj się, to nie jest koniec świata.
- A jak ty
byś się czuł gdybyś musiał codziennie patrzeć na miłość swojego życia zakochaną
po uszy w kimś innym ?! – Strumień łez poleciał mi po policzku, Nevra z szybkim
tempie starł mi lecące łzy po czym mnie przytulił.
- Czuję to
codziennie widząc jak patrzysz na Ezarela… - Na jego twarzy zagościł smutny
uśmiech, nigdy nie przypuszczałam że żywi do mnie jakieś głębsze uczucie. Było
mi trochę głupio, zawsze przy mnie był gdy płakała i zawsze wysłuchał mnie do
końca jak prawdziwy przyjaciel. Tylko że on nie widział w tym gestu
przyjacielskiego. Tylko dlaczego powiedział mi to właśnie teraz ?
- Nevra
j..ja… - Położył mi palec na ustach patrząc mi głęboko w oczy.
- Nic nie
mów, wiem że potrzebujesz czasu. Ja poczekam. – Wampir powoli zaczął zbliżać
się do mnie, wiedziałam do czego zmierza, ale z niewyjaśnionych przyczyn nie
odtrąciłam go. Gdy dzieliły nas centymetry, coś wleciała przez otwarte okno
powozu. Odskoczyliśmy od siebie ze
zdumieniem, czułam jakby serce miało mi zaraz wyskoczyć. Było to bardzo urocze
stworzonko trochę podobne do białej fretki, na brzuszku miała różowe futerko, a
jej piękny biały ogon był zakończony różowym sercem. Jeszcze nigdy nie
widziałam tak pięknego Chowańca.
- Valuret ? Co
tu robisz ?
- Znasz tego
Chowańca ? – Zaczęłam drapać stworzonko za uszkiem, co widać bardzo mu się
spodobała.
- Tak,
należy do Ezarela.. – Widziałam w jego wyrazie twarzy małą złość.
- Ale co ona
tu robi ?
- Też bym
chciał to wiedzieć. – Miał na twarzy grymas, który w mgnieniu oka zmienił się w
zaskoczenie. – Zobacz ma jakąś kartkę przyczepioną do ogona. – Wampir chciał
sięgnąć po zauważony skrawek papieru, ale chowaniec wyskoczył do niego z
zębami. Było widać po nim że był w wielkim zdumieniu w sumie ja też. Delikatnie
wyciągnęłam dłoń do Valurta a ten przyglądał mi się z uwagą, gdy moja dłoń była
blisko stworzona poczułam miękkie futerko. Chowaniec wtulił się we mnie
pozwalając mi ściągnąć z jej ogona wiadomość.
****
Dlaczego uciekłaś
zamiast zostać i porozmawiać ze mną ?
Chciałem ci wszystko
wytłumaczyć i się pożegnać.
Ezarel
****
Ścisnęła
mały skrawek kartki czując ukłucia w sercu, znów przed oczami stanęła mi
sytuacja z laboratorium. Spojrzałam ze łzami w oczach na wampira, ten w ciszy
przytulił się do mnie zabierając i zgniatając kartkę. Poczułam ulgę, ale
wiedziałam że chowaniec nie ruszy się stąd puki nie dostanie odpowiedzi.
Dlatego wyjęłam kartkę i pióro, po czym zaczęłam pisać.
****
Przecież nie musisz się
przede mną tłumaczyć,
Życzę ci szczęścia.
Żegnaj..
Constancia
****
Zaczepiłam
karteczkę na ogon Chowańca po czym spojrzałam mu głęboko w oczy. Mówią że
chowańce są odzwierciedleniem duszy ich właściciela, ale te stworzenie jest
bardzo spokojne, czułe i kochane. W niczym nie przypomina mi Elfa chyba, że to
ja nie zdążyłam go dobrze poznać. Podrapałam Valurta po uszku i ostatni raz
czulę się do niego uśmiechnęłam.
- Wracaj do
swojego pana. – Spojrzał na mnie dając mi wrażenie, że rozumie co do niego
powiedziałam po czym wyskoczył przez okno. Mój wzrok powędrował w stronę
czarnowłosego, uśmiechnęłam się do niego szczerze by choć na chwilę się
rozchmurzył. Udało mi się, chwilę później rozmawialiśmy tak jak starzy znajomi.
Jednak przypomniałam sobie że szarooki nie odpowiedział na moje pytanie.
- Nevra nie
powiedziałeś mi w końcu kiedy jest ta czerwona pełnia. – Na twarzy wampira znów
zagościł grymas.
- Za 40 dni.
- Czyli 9
dni po naszym powrocie ? – Poczułam wielką gulę w gardle, chyba dalej nie mogę
przyjąć tej wiadomości do siebie.
- Nie pójdę
na ten ślub. – Skrzyżował ręce w geście protestu co mnie bardzo rozbawiło.
- Dlaczego
nie chcesz tam iść ?
- Bo on cię
skrzywdził. – Moje serce na chwilę rozmiękło, to jest nawet słodkie, ale nie
mogę na to pozwolić.
- Nevra, ale
to jest twój przyjaciel, nie możesz olać go ze względu na mnie. – Dotknęłam jego
ramienia po czym czulę się do niego uśmiechnęłam.
- Dobra
pójdę, ale ty tam pójdziesz ze mną. – Na jego twarz wkradł się firmowy
uśmieszek. W sumie w towarzystwie wampira ta „impreza” może wydawać się
bardziej znośna.
- Dobrze,
niech ci będzie. – Zbliżyłam się do chłopaka i ucałowałam jego policzek. Jego
zdumiona jak i szczęśliwa mordka bardzo mnie roześmiała.
- Może
zróbmy postój ? Jeszcze nic nie jedliśmy od czasu wyruszenia. – Przystałam na
propozycję wampira. Wyszliśmy z powozu i udaliśmy się na przydrożną polanę.
Była dość piękna pogoda, więc skorzystałam z okazji by choć na chwilę się
poopalać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz