środa, 23 listopada 2016

Rozdział 1

Leżałam rozmyślając nad całą egzystencją tego świata, nie czułam potrzeby wstawania dzisiaj z łóżka. Jednak wiedziałam że mój kochany Ciralak nie da mi długo poleżeć, więc sama postanowiłam ruszyć się by wykonać poranną toaletę. Podczas rozczesywania włosów rozmyślałam jakie dziś okrutne zadania da mi mój „kochany" lider. Chyba zapomniałam wspomnieć że należę do Straży Absyntu i chyba nie muszę wspominać kto jest liderem tej Straży, z jednej strony byłam z tego powodu szczęśliwa bo mogłam spędzać z Ezarelem więcej czasu ale. Właśnie zawsze jest jakieś ale, tym szczególnym problemem była Ewelain, która pewnie jak zwykle przyjdzie do niebieskowłosego by z nim chwilę porozmawiać. Nienawidziłam takich momentów, czułam się wtedy jak powietrze nikt nie zwracał na mnie uwagi, a wręcz byłam niepożądanym gościem w takich sytuacjach. Ehh.. Dość tego rozmyślania. Podeszłam wolnym krokiem do lustra by ocenić swój wygląd zewnętrzny, przyznam nie było najgorzej. Moje długie brąz włosy sięgały mi do bioder, byłam dość zdziwiona dobrym stanem ich po tak długim braku odżywki, może to te tutejsze kosmetyki tak podziałały na nie ale fakt faktem że nie miałam najmniejszego powodu by narzekać na ich wygląd. Nie mogłam powiedzieć tego samego o swych oczach ich dość niespotykany kolor bardzo mnie irytowałam, przez co byłam nie raz wytykana na ulicy. W tym świecie wrzosowy odcień oczu również był rzadkością nie mniej jednak przestałam na to zwracać uwagę, dziwniejsze stworzenia widzę tu na co dzień dzięki czemu nie czułam się wyobcowana.

Po przebraniu się w czarną zwiewną sukienkę skierowałam swe kroki do wyjścia, w momencie gdy chwyciłam za klamkę w tym samym czasie ktoś zapukał do moich drzwi. Korzystając z okazji otworzyłam je natychmiast, stał w nich mój dobry przyjaciel, który od początku mojego pobytu zawsze był po mojej stronie. Jego zielone oczy potrafiły prześwietlić mnie na wylot, zawsze wiedział gdy coś mnie trapi, nie raz przyprawiając mnie o lekkie zakłopotanie. Magia w nich zawarta nie dawała mi się skupić na otaczającym mnie świecie. Jego blond włosy były bardzo piękne, jednak to jego czarna grzywka dodawała mu najwięcej uroku.
- Witaj Constancio, jak ci się spało ? - Jego melodyjny głos wybudził mnie z rozmyślań, powodując na mojej twarzy lekkie rumieńce.
- Witaj Leiftan, wyśmienicie. Wybierasz się może na śniadanie ?
- Właśnie miałem zadać ci to samo pytanie. - Zielonooki lekko zachichotał po czym wyciągną dłoń w moim kierunku, bez namysłu chwyciłam ją by po chwili ruszyć z przyjacielem w stronę stołówki. Wchodząc do środka nie dało się nie zauważyć roześmianych twarzy Ezarela i Ewelain, poczułam lekkie ukłucie w klatce piersiowej, jednak starałam się ukrywać moje emocję. O tym co czuję do elfa wiedział tylko Leiftan i Miko, z lisicą miałam wiele kłótni i zgrzytów ale po przegadaniu razem paru godzin stwierdziłyśmy że mamy wiele wspólnego ze sobą. Nasza przyjaźń zaczęła się dość dziwnie ale przyznam że nie mogłam wymarzyć sobie lepszych przyjaciół. Mój towarzysz lekko szturchną mnie w ramie bym się skupiła na rzeczywistości, wskazał kątem oka by się przysiąść do rozbawionej dwójki. Pokręciłam przecząco głową, nie miałam najmniejszej ochoty być od rana olewaną przez Ezarela. W sumie to sama nie wiem co w nim widziałam, czy to te przepiękne zielone oczy w których czułam że się rozpływam czy to jego styl bycia mnie tak pociągał. Z moich rozmyślań wyrwała mnie szturchająca Ykhar, miała dość dziwną minę.
- Constancia czy wszystko z tobą w porządku ?- Patrzyła na mnie z niepokojem w oczach.
- Tak tak, a dlaczego pytasz ? - Posłałam jej promienny uśmiech.
- Bo właśnie w tej chwili smarujesz miodem swoją dłoń. - Wskazała na moja rękę lekko zakłopotana, a ja uświadomiłam sobie jak to musiało idiotycznie wyglądać. Usłyszałam z sąsiedniego stołu śmiechy i prychnięcia, odwróciłam głowę i nie zdziwiło mnie gdy zobaczyłam roześmianego elfa i patrzącą z wyższością Ewelain.
- Nawet do smarowania kanapek się nie nadajesz. - Mówił przez śmiech niebieskowłosy, wiedziałam że mówi to żartem ale jednak poczułam złość. W chwili gdy miałam coś mu powiedzieć, Leiftan przetrzymał moją dłoń po czym podał chusteczki bym mogła wytrzeć dłoń. Dziwnym sposobem straciłam apetyt, bez namysłu ruszyłam w kierunku swojego pokoju by chwilę odpocząć przed nawałem zadań które dziś mi przypadną. Położyłam się na łóżku ciężko wzdychając, nie zdążyłam nawet 5 minut poleżeć gdy ktoś pukał do mojego pokoju. Podniesionym tonem rozkazałam tajemniczemu gościowi wejść, byłam dość zdziwiona gdy do mojego pokoju wszedł Nevra z tym swoim uwodzicielskim spojrzeniem.
-Czyżbyś czekała na mnie ? - Powoli zbliżał się w moim kierunku.
- Nie
- Ktoś tu zgrywa niedostępną. - Jego zdeterminowana postawa przyprawiała mnie o ciarki.
- Nevra nie zaczynaj, miałam fatalny poranek.
- Mogę coś na to zaradzić dziewczynko.
- Nevra daj mi spokój. - Nie miałam sił na głupie zaloty wampira. Czarnowłosy chyba nadal nie mógł pojąć że nie interesuję się nim w taki sposób w jakim on by sobie życzył.
- Constancia za chwilę widzę cię w pokoju alchemii. - W drzwiach stał Ezarel z poważną miną, co nie wróżyło nic dobrego.
- Stary zepsułeś mi zabawę. - Nevra stał z naburmuszoną miną, ale po chwili wkradł się złowieszczy uśmieszek. - Ale spokojnie, dokończymy to później.
- Nie skomentuje tego a teraz wybacz, mam parę rzeczy do zrobienia. - Wyminęłam wampira i pośpiesznym krokiem szłam w stronę pokoju alchemii. Miałam dziwne wrażenie że coś jest nie tak. Wchodząc do środka zauważyłam niebieskowłosego opierającego się o stół z wywarami, wyglądało to jakby się nad czymś głęboko wahał. Podeszłam bliżej, chciałam położyć rękę na jego ramieniu by zwrócić na siebie jego uwagę, jednak elf gwałtownie złapał mnie za nadgarstek i szybko obrócił twarzą do mnie.
- Mówiłem ci że masz mnie nie dotykać.
- Przepraszam, wyglądałeś na przejętego. - Starałam się szybko wytłumaczyć, jednak nie wychodziło mi to najlepiej.
- To nie zmienia faktu że nie możesz mnie dotykać. - Poważny ton głosu Ezarela troszkę mnie speszył.
- Prze.. Przepraszam. - Spuściłam głowę ze smutku. Bardzo chciałam się do niego zbliżyć ale on z każdym dniem odpychał mnie na coraz dalszy tor. Zielonooki puścił mój nadgarstek po czym ciężko westchną.
- Masz dziś do posprzątania całe laboratorium więc lepiej weź się do roboty.
- Dobrze. - Po tych słowach wzięłam się do pracy, zaczęłam od czyszczenia pustych fiolek i zlewek. Kątek oka zerknęłam na elfa, siedział w fotelu i czytał w skupieniu książkę, na ten widok lekko się uśmiechnęłam wyglądał czarująco.
- I co się tak szczerzysz.? - Jego ironiczny uśmiech nie schodził mu z twarzy. Chyba na zbyt długo się na niego zapatrzyłam.
- Wydaję ci się. - Odwróciłam się w drugą stronę, nie chciałam żeby widział moją czerwoną jak pomidor twarz.
- Waxaad u malayn ma arko sida aad i fiiriya. - Nie zrozumiałam ani słowa z jego wypowiedzi, ale mówiąc to był bardzo poważny.
- Co to takiego znaczy.?
- Nie ważne. - Rzekł po czym odłożył książkę i wyszedł z pomieszczenia. Dziwnie się dzisiaj zachowuję, ale zaprzestałam rozmyślań bo nikt za mnie nie dokończy sprzątania. Ciężko westchnęłam i wzięłam się do roboty, po jakiejś godzinie całe laboratorium lśniło czystością, a ja mogłam iść się przewietrzyć. Wyszłam do ogrodu pooddychać świeżym powietrzem, idąc w kierunku stuletniej wiśni usłyszałam czyjąś rozmowę.
- Już rozmawiałeś o tym z Ewelain ? - To był głos Nevry, ciekawe z kim rozmawiał na temat elficy. Podeszłam bliżej i schowałam się za rosnącymi tam tawułami.
- Jeszcze nie, jest to trudna rozmowa. - Ezarel zwierza się wampirowi, tego jeszcze nie słyszałam. Ale o czym on ma z nią porozmawiać. Coś tu jest na rzeczy. Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie w biodra i zakrywa mi usta. Wystraszyłam się niemiłosiernie, próbowałam wyrwać się dla napastnika ale było to bezskuteczne. Jedyne wyjście jakie widzę to ugryzienie w rękę, co poskutkowało wypuszczenie mnie z żelaznego uścisku i oczywiście ujrzałam mojego „ oprawce".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz