Leżałam
rozmyślając nad całą egzystencją tego świata, nie czułam potrzeby wstawania
dzisiaj z łóżka. Jednak wiedziałam że mój kochany Ciralak nie da mi długo
poleżeć, więc sama postanowiłam ruszyć się by wykonać poranną toaletę. Podczas
rozczesywania włosów rozmyślałam jakie dziś okrutne zadania da mi mój
„kochany" lider. Chyba zapomniałam wspomnieć że należę do Straży Absyntu i
chyba nie muszę wspominać kto jest liderem tej Straży, z jednej strony byłam z
tego powodu szczęśliwa bo mogłam spędzać z Ezarelem więcej czasu ale. Właśnie
zawsze jest jakieś ale, tym szczególnym problemem była Ewelain, która pewnie
jak zwykle przyjdzie do niebieskowłosego by z nim chwilę porozmawiać.
Nienawidziłam takich momentów, czułam się wtedy jak powietrze nikt nie zwracał
na mnie uwagi, a wręcz byłam niepożądanym gościem w takich sytuacjach. Ehh..
Dość tego rozmyślania. Podeszłam wolnym krokiem do lustra by ocenić swój wygląd
zewnętrzny, przyznam nie było najgorzej. Moje długie brąz włosy sięgały mi do
bioder, byłam dość zdziwiona dobrym stanem ich po tak długim braku odżywki,
może to te tutejsze kosmetyki tak podziałały na nie ale fakt faktem że nie
miałam najmniejszego powodu by narzekać na ich wygląd. Nie mogłam powiedzieć
tego samego o swych oczach ich dość niespotykany kolor bardzo mnie irytowałam,
przez co byłam nie raz wytykana na ulicy. W tym świecie wrzosowy odcień oczu
również był rzadkością nie mniej jednak przestałam na to zwracać uwagę,
dziwniejsze stworzenia widzę tu na co dzień dzięki czemu nie czułam się wyobcowana.
Po
przebraniu się w czarną zwiewną sukienkę skierowałam swe kroki do wyjścia, w
momencie gdy chwyciłam za klamkę w tym samym czasie ktoś zapukał do moich
drzwi. Korzystając z okazji otworzyłam je natychmiast, stał w nich mój dobry
przyjaciel, który od początku mojego pobytu zawsze był po mojej stronie. Jego
zielone oczy potrafiły prześwietlić mnie na wylot, zawsze wiedział gdy coś mnie
trapi, nie raz przyprawiając mnie o lekkie zakłopotanie. Magia w nich zawarta
nie dawała mi się skupić na otaczającym mnie świecie. Jego blond włosy były
bardzo piękne, jednak to jego czarna grzywka dodawała mu najwięcej uroku.
- Witaj
Constancio, jak ci się spało ? - Jego melodyjny głos wybudził mnie z rozmyślań,
powodując na mojej twarzy lekkie rumieńce.
- Witaj
Leiftan, wyśmienicie. Wybierasz się może na śniadanie ?
- Właśnie
miałem zadać ci to samo pytanie. - Zielonooki lekko zachichotał po czym
wyciągną dłoń w moim kierunku, bez namysłu chwyciłam ją by po chwili ruszyć z
przyjacielem w stronę stołówki. Wchodząc do środka nie dało się nie zauważyć
roześmianych twarzy Ezarela i Ewelain, poczułam lekkie ukłucie w klatce
piersiowej, jednak starałam się ukrywać moje emocję. O tym co czuję do elfa
wiedział tylko Leiftan i Miko, z lisicą miałam wiele kłótni i zgrzytów ale po
przegadaniu razem paru godzin stwierdziłyśmy że mamy wiele wspólnego ze sobą.
Nasza przyjaźń zaczęła się dość dziwnie ale przyznam że nie mogłam wymarzyć
sobie lepszych przyjaciół. Mój towarzysz lekko szturchną mnie w ramie bym się
skupiła na rzeczywistości, wskazał kątem oka by się przysiąść do rozbawionej
dwójki. Pokręciłam przecząco głową, nie miałam najmniejszej ochoty być od rana
olewaną przez Ezarela. W sumie to sama nie wiem co w nim widziałam, czy to te
przepiękne zielone oczy w których czułam że się rozpływam czy to jego styl
bycia mnie tak pociągał. Z moich rozmyślań wyrwała mnie szturchająca Ykhar,
miała dość dziwną minę.
- Constancia
czy wszystko z tobą w porządku ?- Patrzyła na mnie z niepokojem w oczach.
- Tak tak, a
dlaczego pytasz ? - Posłałam jej promienny uśmiech.
- Bo właśnie
w tej chwili smarujesz miodem swoją dłoń. - Wskazała na moja rękę lekko
zakłopotana, a ja uświadomiłam sobie jak to musiało idiotycznie wyglądać.
Usłyszałam z sąsiedniego stołu śmiechy i prychnięcia, odwróciłam głowę i nie
zdziwiło mnie gdy zobaczyłam roześmianego elfa i patrzącą z wyższością Ewelain.
- Nawet do
smarowania kanapek się nie nadajesz. - Mówił przez śmiech niebieskowłosy,
wiedziałam że mówi to żartem ale jednak poczułam złość. W chwili gdy miałam coś
mu powiedzieć, Leiftan przetrzymał moją dłoń po czym podał chusteczki bym mogła
wytrzeć dłoń. Dziwnym sposobem straciłam apetyt, bez namysłu ruszyłam w
kierunku swojego pokoju by chwilę odpocząć przed nawałem zadań które dziś mi
przypadną. Położyłam się na łóżku ciężko wzdychając, nie zdążyłam nawet 5 minut
poleżeć gdy ktoś pukał do mojego pokoju. Podniesionym tonem rozkazałam
tajemniczemu gościowi wejść, byłam dość zdziwiona gdy do mojego pokoju wszedł
Nevra z tym swoim uwodzicielskim spojrzeniem.
-Czyżbyś
czekała na mnie ? - Powoli zbliżał się w moim kierunku.
- Nie
- Ktoś tu
zgrywa niedostępną. - Jego zdeterminowana postawa przyprawiała mnie o ciarki.
- Nevra nie
zaczynaj, miałam fatalny poranek.
- Mogę coś
na to zaradzić dziewczynko.
- Nevra daj
mi spokój. - Nie miałam sił na głupie zaloty wampira. Czarnowłosy chyba nadal
nie mógł pojąć że nie interesuję się nim w taki sposób w jakim on by sobie
życzył.
- Constancia
za chwilę widzę cię w pokoju alchemii. - W drzwiach stał Ezarel z poważną miną,
co nie wróżyło nic dobrego.
- Stary
zepsułeś mi zabawę. - Nevra stał z naburmuszoną miną, ale po chwili wkradł się
złowieszczy uśmieszek. - Ale spokojnie, dokończymy to później.
- Nie
skomentuje tego a teraz wybacz, mam parę rzeczy do zrobienia. - Wyminęłam
wampira i pośpiesznym krokiem szłam w stronę pokoju alchemii. Miałam dziwne
wrażenie że coś jest nie tak. Wchodząc do środka zauważyłam niebieskowłosego
opierającego się o stół z wywarami, wyglądało to jakby się nad czymś głęboko
wahał. Podeszłam bliżej, chciałam położyć rękę na jego ramieniu by zwrócić na
siebie jego uwagę, jednak elf gwałtownie złapał mnie za nadgarstek i szybko
obrócił twarzą do mnie.
- Mówiłem ci
że masz mnie nie dotykać.
-
Przepraszam, wyglądałeś na przejętego. - Starałam się szybko wytłumaczyć,
jednak nie wychodziło mi to najlepiej.
- To nie
zmienia faktu że nie możesz mnie dotykać. - Poważny ton głosu Ezarela troszkę
mnie speszył.
- Prze..
Przepraszam. - Spuściłam głowę ze smutku. Bardzo chciałam się do niego zbliżyć
ale on z każdym dniem odpychał mnie na coraz dalszy tor. Zielonooki puścił mój
nadgarstek po czym ciężko westchną.
- Masz dziś
do posprzątania całe laboratorium więc lepiej weź się do roboty.
- Dobrze. -
Po tych słowach wzięłam się do pracy, zaczęłam od czyszczenia pustych fiolek i
zlewek. Kątek oka zerknęłam na elfa, siedział w fotelu i czytał w skupieniu
książkę, na ten widok lekko się uśmiechnęłam wyglądał czarująco.
- I co się
tak szczerzysz.? - Jego ironiczny uśmiech nie schodził mu z twarzy. Chyba na
zbyt długo się na niego zapatrzyłam.
- Wydaję ci
się. - Odwróciłam się w drugą stronę, nie chciałam żeby widział moją czerwoną
jak pomidor twarz.
- Waxaad u
malayn ma arko sida aad i fiiriya. - Nie zrozumiałam ani słowa z jego
wypowiedzi, ale mówiąc to był bardzo poważny.
- Co to
takiego znaczy.?
- Nie ważne.
- Rzekł po czym odłożył książkę i wyszedł z pomieszczenia. Dziwnie się dzisiaj
zachowuję, ale zaprzestałam rozmyślań bo nikt za mnie nie dokończy sprzątania.
Ciężko westchnęłam i wzięłam się do roboty, po jakiejś godzinie całe
laboratorium lśniło czystością, a ja mogłam iść się przewietrzyć. Wyszłam do
ogrodu pooddychać świeżym powietrzem, idąc w kierunku stuletniej wiśni
usłyszałam czyjąś rozmowę.
- Już
rozmawiałeś o tym z Ewelain ? - To był głos Nevry, ciekawe z kim rozmawiał na
temat elficy. Podeszłam bliżej i schowałam się za rosnącymi tam tawułami.
- Jeszcze
nie, jest to trudna rozmowa. - Ezarel zwierza się wampirowi, tego jeszcze nie
słyszałam. Ale o czym on ma z nią porozmawiać. Coś tu jest na rzeczy. Nagle
poczułam jak ktoś mnie łapie w biodra i zakrywa mi usta. Wystraszyłam się
niemiłosiernie, próbowałam wyrwać się dla napastnika ale było to bezskuteczne.
Jedyne wyjście jakie widzę to ugryzienie w rękę, co poskutkowało wypuszczenie
mnie z żelaznego uścisku i oczywiście ujrzałam mojego „ oprawce".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz